wtorek, 8 października 2013

Tam gdzie bieleją kości poprzedników

Tytułowe sformułowanie to cytat z Leszka Millera. Mówił o Gowinie, o jego decyzji wyjścia z PO, porównując go do innych "rozłamowców" m.in Kalisza. Czy faktycznie nie ma życia politycznego poza głównymi partiami? Co się zmieniło od lat 90. kiedy nowe ugrupowania mogły liczyć na ciepłe zainteresowanie wyborców?
Niestety obecnie nie ma życia poza główną czwórką partii politycznych. Jeśli polityk chce się liczyć musi być członkiem tej czwórki. Z pełna premedytacja piszę czwórki. Nie uwzględniam Palikota i Twojego Ruchu z pełna świadomością. Po pierwsze minął okres romantyczny w naszej polityce kiedy po odzyskaniu niepodległości wszyscy żyli polityką i chcieli korzystać z wolności politycznej jak najpełniej. Każda nowa opcja, alternatywa spotykała sie z żywą odpowiedzią wyborców, niemal każdy miał szansę zaistnieć. Stad mieliśmy miedzy innymi Polską Partie Przyjaciół Piwa, Stana Tymińskiego i liczny kolorowy plankton polityczny. Scena polityczna nie była stabilna ale na pewno wesoła. By jakoś to okiełznać wprowadzono progi wyborcze, co sytuacje nieco poprawiło ale i tak zdarzało się zupełnie inne partie zaczynały kadencje sejmu a inne kończyły. Okres romantyczny skończył się dla wyborców prawicowych podwójnym szokiem najpierw klęską rządów AWSu a potem klęska POPiSu. Wtedy wielu z sympatyków prawicy straciło serce do polityki. Wyborców lewicy z kolei czekał szok końca rządów Millera. Już więcej nie udało sie zgromadzić wyborców "za kimś", czy raczej "za jakimś programem". Udało sie zmobilizować wyborców "przeciw". Najpierw przeciw PiS. Szok dwuletnich rządów PiS był tak duży dla społeczeństwa że nadal lęk przed ich powrotem do władzy moze byc silnym czynnikiem decydujacym o wyniku wyborów.  Potem był sprzeciw przeciwko klasie politycznej którego wynikiem był sukces Ruchu Palikota. Można odnieść wrażenie że skutkami obu sprzeciwów społeczeństwo jest rozczarowane. Niestety nie poszukuje alternatywy. Uważa się ze po prostu polityki i polityków nie da sie zmienić niezależnie od opcji, a słowo polityka z roku na rok ma coraz bardziej pejoratywny wydźwięk. Co najciekawsze, wygląda na to ze klasa polityczna pogodziła sie z tym i raczej zastanawia się jak ta sytuacje wykorzystać niż ja zmienić. Dlatego tez uważam ze dużym sukcesem Palikota będzie utrzymanie sie w parlamencie, w co raczej nie wierzę.
Dlaczego akurat cztery główne ugrupowania trwają? Ponieważ są wysoko zinstytucjonalizowane. Głosy członków tych ugrupowań wraz z rodzinami wystarczają by "załapać się" do parlamentu. Oczywiście dofinansowanie z budżetu pomaga ale nie jest decydujące. Wile ugrupowań było finansowanych z budżetu a teraz "ich kosci bieleją".  O przetrwaniu tych partii bedą oczywiście decydowały rozłamy i odejścia, ale przykład PiS świadczy że członkowie szeregowi ugrupowań są znacznie bardziej lojalni niż ich przywódcy. Dlatego po odejście kolejnych liderów z PiS w zasadzie nie odchodzili członkowie partii a poparcie się nie zmieniało. Podobnie będzie w przypadku Gowina. Mimo ze wielu członków PO uważało ze Gowin ma rację (blisko co czwarty) to jednak pozostaną w partii, ponieważ czuja się z nią związani. Jeśli trwające obecnie wybory w PO nie pogłębią podziałów wewnętrznych, czy raczej nie stworzą realnych podziałów, to PO mimo odejścia Gowina może czuć się bezpieczne. Ponadto przyglądając sie samym ruchom Gowina oraz jacy ludzie wyrazili zainteresowanie jego możliwym ugrupowaniem, tym bardziej można być pewnym jego niepowodzenia. Parafrazując Millera, jest realne niebezpieczeństwo ze  kosci Gowina dołącza do kości poprzedników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz