wtorek, 15 października 2013

No i po referendum

Referendum za nami, zaczęły się dyskusje jakim wynikiem się zakończyło. PKW mówi ze jest nie ważne, ale pytanie kto na referendum wygrał padają.
PO i pani nadal prezydent Hanna Gronkiewicz Waltz nie przegrała referendum. Mówić natomiast że wygrali referendum byłoby według mnie pewnym nadużyciem. Przede wszystkim udało sie utrzymać pozycję, co jest jakimś sukcesem i w jakiś sposób wyhamować ofensywę PiSu i opozycji. Wyhamować ale nie zatrzymać. Pozycja pani Hanny będzie na pewno słabsza, a wyniki referendum w którym aż 95% biorących w nim udział było za jej odwołaniem będzie wykorzystywany jako podstawę do ataków na nią osobiście jak i na PO. Przez cały najbliższy rok będzie musiała na co dzień udowadniać że ma mandat do rządzenia Warszawą. Nie będzie to łatwe zadanie. Za odwołaniem głosowało niemal tyle samo osób ile w 2010 głosowało za panią Hanna Gronkiewicz-Waltz. To połowa wyborców z zeszłych wyborów. Jest to ogromny elektorat negatywny i z tym w ciągu roku będzie bardzo trudno sobie poradzić. Szczególnie przy takich wpadkach jak dzisiejszy początek remontu trasy toruńskiej.
Biorąc pod uwagę wyniki można stwierdzić że przyjęte założenia kampanii były słuszne i należało grać na nieważność referendum. Przy tak dużym elektoracie negatywnym, o sukces mogłoby być ciężko. Chociaż uważam ze mimo wszystko PO powinna zawalczyć o Warszawę i pójść na całość w referendum. Zagrywka byłaby pokerowa, jednak zysk ze zwycięstwa był by tak duży ze rekompensował by ryzyko. Teraz wygląda trochę tak jakby PO nie wierzyło we własnych wyborców. Z właściwie przeprowadzona kampanią można by powalczyć o zwycięstwo. W mediach pani Gronkiewicz-Waltz chwalona jest za swoja kampanię. Trudno mi ją oceniać z odległości, nie było mnie w tym czasie w Warszawie, a to co widać i czuć na ulicach liczy sie najbardziej w trakcie kampanii.
Spójrzmy na liczby. Za odwołaniem głosowało 322 tys mieszkańców, przy 619 tys głosujących w 2010 to trochę ponad połowa. Za Hanną Gronkiewicz-Waltz głosowało w 2010 głosowało 345 tys głosów, czyli obecna pani prezydent na pewno utraciła około 50 tys głosów i co za tym idzie mozliwosć wygranej w pierwszej turze. Co w drugiej? Zależeć wiele będzie od kontrkandydata.
Co z samą PO? W 2010 zdobyła 278 tys głosów to jest 44% głosów a w wyborach parlamentarnych 498 tys co stanowiło 49% głosów. Procentowo różnica niewielka jednak w liczbach bezwzględnych różnica ogromna. PO mogła liczyć na niemal pół miliona głosów, a wydaje się że teraz nie wierzy nawet w połowę tego. Potencjał dla PO jest. Tych ludzi udało się przekonać. Teraz trzeba to powtórzyć. W exit pools po referendum aż 14% wyborców twierdziło ze jest wybocami PO. To oznacza że platforma nie może na nich liczyć w wyborach samorządowych. Nie wiadomo jak sie zachowają w wyborach parlamentarnych. Plusem jest że nadal sie do Platformy przyznają, to oznacza pewną identyfikację, jednak głosowali wbrew linii partii.
Spójrzmy na opozycję. Niewątpliwie w kampanii referendalnej zyskała. Te 50 tys głosów które straciła pani Hanna przechodzi na pewno do opozycji. Ale do kogo?
Twierdzenie że kampania PiS odstraszyła kogokolwiek można miedzy bajki włożyć. W wyborach samorządowych w 2010 zdobyli 151 tys głosów (24%) a w parlamentarnych, przy maksymalnej mobilizacji 277 tys (27%). Ewidentnie widać że licznie do referendum poszli wyborcy innych partii.  Szczególnie z exit pools gdzie do popierania PiS przyznało się zaledwie około 7% glosujących. Biorąc pod uwagę spora liczbę odmów udzielenia odpowiedzi na pytanie ankieterów, co jest charakterystyczne dla wyborcy PiS oraz przyjmując ze zasadniczy elektorat PO do referendum nie poszedł, poparcie dla PiS na tej podstawie można szacować nadal na około 25%-29% w Warszawie.  Tak wiec z kolei buńczuczne zapewnienia prezesa o sukcesie i ofensywie wśród wykształconych wyborców także mijają się z prawdą. Wszyscy sprzeciwiający się rządom Hanny Gronkiewicz Waltz w warszawie sumiennie odwalili swoja robotę i poszli głosować. Nie jest to szczególny sukces PiS, raczej medialna porażka, biorąc pod uwagę ilość zaangażowanych sił i środków.
Co nam daje wynik referendum? Pozwala dokładnie oszacować siły występujące przeciw Platformie, oraz określić jakie przez ostatni okres poniesiono straty. Niestety nie pozwala stwierdzić jakie jest realne wsparcie dla PO w Warszawie, gdyż zniechęcony elektorat PO ma tendencje nie do przepływanie do innych ugrupowań ale do rezygnacji z angażowania się w politykę. Pozostaje wyciągnąć wnioski i wdrożyć program działań zaradczych. Byle szybko. Do wyborów samorządowych rok, do parlamentarnych dwa lata. W literaturze dotyczącej marketingu politycznego pisze się ze dwa lata to optymalny czas na przygotowanie kampanii wyborczej. Na wybory samorządowe pozostaje mało czasu, może na parlamentarne? Obawiam się, ze jak zwykle, wszyscy (i Po i PiS) wszystko zostawią na ostatnią chwilę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz