piątek, 25 października 2013

Kto kogo podsłuchuje

Najnowsza afera podłuchowa, która żyje świat, czyli jak USA kanclerz Niemiec podsłuchiwało, jest wg. mnie trochę dziwna. Większość komentarzy, wygląda tak jakby do końca nie zrozumiano o co chodzi.
Po pierwsze, nie ma w tym nic dziwnego że USA szpiegują Niemców, czy tez inny kraj europejski. Jak jeden z klasyków napisał: "Wiem co myśli o mnie mój wróg, niepokoi mnie co naprawdę myslą o mnie przyjaciele". To że ktoś jest czyimś sojusznikiem nie oznacza ze jest zawsze do końca szczery. Na przykład USA musza być pewne czy deklaracje o czyjejś gotowości bojowej są zgodne z prawdą i czy naprawdę na sojusznika można liczyć i co nie mniej ważne, czy warto. To działa także w drugą stronę. Europa szpieguje USA by wiedzieć co amerykanie mogą jeszcze wywinąć i w jaka kabałę wpakować swoich sojuszników.
Jednak obie strony czynią to dyskretnie. Od czasu do czasu wyłapując nawzajem swoich szpiegów i po cichu wymieniając ich na swoich złapanych przez drugą stronę. Jeśli wychodzi to na jaw to w sprawach szpiegostwa przemysłowego, gdzie zaangażowane sa strony trzecie. I tak jest to wtedy załatwiane dyskretnie i po cichu z nikłym echem w mediach. Czasem afery były większe, jak na przykład szpieg izraelski Jonathan Pollard, w wywiadzie marynarki amerykańskiej.
Co ciekawe w dyskusjach o katastrofie smoleńskiej, gdy zastanawiano się o czym była ostatnia rozmowa prezydenta z bratem, jako coś oczywistego przyjęto ze takie informacje będą mieli amerykanie. nasi komentatorzy uważali z normalne ze USA podsłuchują Prezydenta Polski , i pewnie uda sie coś od służb amerykańskich dowiedzieć. Udawanie zaskoczenia teraz, kiedy okazuje sie ze naprawdę to robili, zakrawa na pewnego rodzaju paranoję.
Głównym problemem jest, ze sprawa w ogóle wypłynęła. Oznacza to że rządy musza się w oficjalny sposób odnieść do czegoś co jest tajemnicą poliszynela. Nikt nie może sobie pozwolić na stanowisko "I co z tego? My robimy to samo". Konieczne jest pokazanie wyborcom swojego świętego oburzenia. Po za tym, amerykanie nie sa specjalnie lubiani, więc na takim srożeniu się w krótkim terminie można nawet coś ugrać w polityce wewnętrznej.
A długofalowo nic się nie zmieni. Po ostrych notach oficjalnych, ostrzejszych nieoficjalnych - by jak coś robią to robili to profesjonalnie a skutków nie oddawali prasie, sprawy wrócą w dawne tory. Tak jak stosunki Izraela z USA po aferze Pollarda. Ponieważ w zasadzie nic się nie stało, i jak napisałem wyżej, robią to wszyscy. Tak na marginesie nie oczekiwali by państwo po polskim wywiadzie żeby miał kilku dobrze umocowanych agentów w Berlinie czy Waszyngtonie? Bo ja tak. Raczej nie bedzie żadnych realnych konsekwencji tej sprawy, ponieważ szkodziły by one wszystkim zainteresowanym. Sprawa będzie musiała zostać "zapomniana". Srożenie się Europy niestety jest tylko dla prasy. Obecne układ Europa-USA, czy tez układy w NATO sa takie że to Europa potrzebuje USA, nie odwrotnie. W chwili obecnej prezydent USA mógłby powiedzieć: "Szpiegowaliśmy sojuszników, szpiegujemy i będziemy szpiegować, bo od tego zależy bezpieczeństwo ameryki" i Europa musiałaby to przełknąć. Czasy kiedy państwa europejskie w kwestii bezpieczeństwa były partnerami USA dawno minęły. W zasadzie żadne z państw NATO nie jest w stanie dokonać projekcji siły gdzieś poza Europą. Może Francja w ograniczonym zakresie. Większość państw NATO liczy wyłącznie na pomoc USA, nawet w obronie swojego własnego terytorium. Europa jest potrzeba Stanom tylko i wyłącznie jako element legitymizujący wątpliwe posunięcia USA jako przedsięwzięcia międzynarodowe. I bez względu na aktualne oburzenie stolic europejskich, to się nie zmieni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz