Po wakacyjnej przerwie, dla odmiany, sprawy zagraniczne - konflikt syryjski. Konflikt który trwa od kilku lat i mimo wszystko nie widać jego końca. Uważam że jeszcze długo rozwiązania tego konfliktu nie będzie. najwyżej będziemy mogli oglądać dalsza "libanizację" - termin kiedyś modny- konfliktu. Dlaczego? Ponieważ obecnie jakiekolwiek rozwiązanie konfliktu jest nie do zaakceptowania przez zarówno społeczność międzynarodową jak i ugrupowania walczące. Przyjrzyjmy się możliwym rozwiązaniom. Zwycięstwo reżimu nie jest do zaakceptowanie dla społeczności międzynarodowej gdyż będzie oznaczało brutalne rozliczenie sie z opozycja i represje o rozmiarze trudnym do wyobrażenia. Byłaby to zgoda na ludobójstwo na największych grupach etnicznych i religijnych w kraju. Gdyby Assadaowi "groziło" zwycięstwo najprawdopodobniej bylibyśmy świadkami interwencji zbrojnej. Podobnie zwycięstwo opozycji jest trudne do przyjęcia. Pomińmy pytanie jakiej opozycji - czy mówimy o Armii Wolnej Syrii, czy też o licznych ugrupowaniach islamistycznych z Al-kaidą na czele. Zwycięstwo opozycji oznacza z kolei czystki etniczne i likwidację obecnych syryjskich mniejszości które wspierały w ten czy w inny sposób reżim. Chodzi tu nie tylko o allawitów ale na przykład o chrześcijan. Takie rozwiązanie też nie będzie przyjęte. Może rozmowy? Może, jak powiedział prezydent Obama, rozwiązanie tego konfliktu jest przy stole negocjacyjnym? Bardzo w to wątpię. Jesli reżim Assada jest bardzo skłonny do rozmów, czy szczerze to inna sprawa, to nie ma partnera po drugiej stronie. Jeśli ugrupowania świeckie syryjskiej opozycji byłyby w stanie się nawet porozumieć i zacząć rozmawiać to jednak znaczącą część opozycji stanowią rożnej maści islamiści którzy nie chcą rozmawiać. Co ważniejsze nie widzą powodu do rozmów ich mocodawcy, szejkowie z Zatoki Perskiej, którzy finansują i uzbrajają te ugrupowania. W takiej sytuacji jakiekolwiek porozumienie z góry skazane jest na niepowodzenie.
Co pozostaje? Interwencja z zewnątrz? Wątpliwe. Kto miałby interweniować? Dla państw zachodu, z wyjątkiem może Francji, Syria nie przedstawia żadnej wartości strategicznej czy ekonomicznej. Nie posiada godnych uwagi złóż, Wojska amerykańskie mają swoje bazy lub przynajmniej doradców niemal we wszystkich krajach ościennych. Interwencja zbrojna dla zachodu nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. Pozbawienie możliwości korzystania z syryjskich baz Rosji, zwłaszcza biorąc pod uwagę w jakim stanie znajduje się rosyjska marynarka, nie jest warte jakiegokolwiek wysiłku. Obama jak i zachód zagalopował sie wyznaczając "czerwona linię" - użycie broni chemicznej- jako powód do interwencji. Liczyli zapewne na zdrowy rozsądek walczących, co z kolei pozwoli stać nadal z założonymi rękami. Stało się inaczej broni chemicznej użyto. Przez kilka dni widmo interwencji wisiało nad Syria jednak jak tylko pojawił się polsko-rosyjska inicjatywa, skwapliwie ja wykorzystano by nadal nic nie robić. Teraz czekają nas dalsze miesiące spotkań, propozycji, planów, wysyłania ekspertów. Jedynym krajem zachodu który w jakimś zakresie jest zainteresowany interwencja jest Francja. Syria to jej była kolonia. Francja zachowała jeszcze jakieś powiązania ekonomiczne, tez pewna ilość syryjskich emigrantów zamieszkuje we Francji. Paryż jednak nie zdecyduje sie na samodzielną interwencję. Kto wie, politycznie może byłaby i wola, jednak Francja nie posiada możliwości wojskowych aby skutecznie taką operację przeprowadzić. Syria to nie Libia czy Mali. Posiada duże ilości w miarę nowoczesnego uzbrojenia, które w walce z partyzantami są bezużyteczne, jednak w starciu z nowoczesna armią mogą okazać się groźne. Nie twierdzę że Francja nie jest w stanie pokonać Syrię. Francuzi mogą to zrobić i nawet bez specjalnych problemów. Chodzi o koszty. Przy silnym uderzeniu wojsk koalicyjnych, szybko można wyeliminować główne centra obrony, i sparaliżować siły przeciwnika. Kiedy robi sie to samemu trwa to znacznie dłużej, i kosztuje znacznie więcej - ludzi i pieniędzy. We współczesnym świecie w dobie "wojen medialnych" współczesne zachodnie społeczeństwo nie jest w stanie udźwignąć obrazu strat i konfliktu. Śmierć jednego żołnierza na misji wywołuje długie dyskusje na temat sensowności i powodów zaangażowania. Co by było gdyby takie obrazy docierały codziennie i dotyczyły dziesiątek, nawet setek żołnierzy? Jak potrafi być to destrukcyjne udowodniła rola mediów w Wietnamie, a w chwili obecnej media są o wiele potężniejsze. Dlatego Francja sama nic nie zrobi. Dodatkowo zachód zniechęca dość wojownicza retoryka Iranu, który sugeruje swoje zaangażowanie w wypadku zachodniej interwencji, a tego nikt nie chce.
Pozostaje jeszcze Turcja. Jest to obszar znajdujący się w jej strefie zainteresowania, Turcja jest niewątpliwie mocarstwem regionalnym i mogłaby taka operacje z łatwością przeprowadzić. Rozdzieliłaby walczące strony wprowadzając pokój i stabilność. Nie nastąpiłby rzezie które grożą w wypadku zwycięstwa którejkolwiek ze stron. Rozwiązanie idealne. No może nie do końca. Po pierwsze Turcja ma własne problemy wewnętrzne. Może i zaznaczenia swojej mocarstwowości miło by połechtało polityków w Ankarze, jednak wojna jest kosztowna i póki ktoś (czyli zachód) za nią nie zapłaci, na pewno się nie ruszą. Rozmowy zapewne takie trwają, jednak chyba cena Ankary jest dość wysoka. Musi być. Turcy nie bezpodstawnie podejrzewają że ich interwencja co prawda zakończy wojnę domową i zjednoczy społeczeństwo syryjskie. Zjednoczy przeciw nim. Przeciągająca się wojna partyzancka to nie jest coś o czym Ankara marzy. Maja co prawda bogate doświadczenia po konflikcie kurdyjskim, nie po to jednak jedną wojnę z trudem zakończyli by po raz drugi w coś takiego się pakować. Dodatkowo mogą być pewni ze cały świat arabski stanie przeciw nim. Częściowo sam z siebie - "Zagrożenie Tureckie Powraca"- a przede wszystkim zachęcony pieniędzmi Arabii Saudyjskiej i szejków z Zatoki. Dlatego Turcję będzie trzeba długo przekonywać do takiego działania.
Co pozostaje? Niewiele. Państwa Zatoki raczej sie bezpośrednio nie zaangażują. Może wyślą instruktorów wojskowych, jednak będą dążyć by wojnę dla nich wygrały ich pieniądze. Dlatego konflikt ten będzie trwał, gdyz obecna sytuacja jest dla wszystkich najwygodniejsza. Jesli nic sie nie stanie, za kilka lat w Syrii powstanie państwo islamskie, moze nawet kalifat. W dłuższym terminie czasowym wojnę domowa wygrają islamiści. Nie dlatego że popiera ich syryjskie społeczeństwo, ale dlatego ze tylko oni otrzymują realną pomoc. Broń, pieniądze, ochotników. Gdy umrze dość syryjczyków, Świat będzie musiał zaakceptować drugi Afganistan u progów europy.
Tak na marginesie zastanawia mnie jak długo USA będą akceptować w sytuacji gdy ich najlepsi sojusznicy na bliskim wschodzie, Arabia Saudyjska i kraje Zatoki, wprost niemal na każdym krańcu świata występują przeciw działaniom i interesom Waszyngtonu, wspierając i finansując wszelkiego rodzaju ruchy antyamerykańskie. Al-Kaida została stworzona przez saudyjczyków. Ba! Nadal jest przez nich finansowana...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz