piątek, 11 października 2013

"Żyjemy w kraju zawiści" - to raczej nie niespodzianka.

Trafiłem dziś na bardzo interesujący artykuł na temat polskiego społeczeństwa. Jak niemal wszystko co pisze prof. Czapiński zmusza do przemyślenia i refleksji. Chociaz tytułu, który podsumowuje tylko skromna część artykułu, nie opatrywałbym wykrzyknikiem, bo jest to raczej wiedza powszechna. Choć szczerze mówiąc mimo ze generalnie zgadzam z tym co pisze profesor, to jednak uważam że tego typu badania nie do końca oddają to co naprawdę myślą Polacy. Dlaczego? Ponieważ mamy o sobie jak najgorszą opinię. Gorsza od tego jacy jesteśmy naprawdę. Dlaczego tak siebie nie lubimy?
Lata temu, trafiłem na artykuł, bodajże w Polityce, potem temat kilkukrotnie wypływał przy róznych okazjach. Szybkie poszukiwanie w sieci także pozwoliły na znalezienie krótkiego resume.
Po prostu Polska a własciwie Polacy po wiekach zaborów a później okupacji czy to niemieckiej czy tez sowieckiej, wykształcili w sobie mentalność postkolonialną - charakterystyczną dla krajów które wyzwoliły spod jarzma kolonializmu. Oczywiście na ta tezę szczególnie wściekle reagują środowiska skrajnie prawicowe uważając że jest to jakaś obraza czy ujma, nieświadomie ją potwierdzając. To skutkiem właśnie "rozbiorowego kolonializmu" nie potrafimy z dystansem podchodzić do siebie, wszystkie uwagi bierzemy "do siebie" i uważamy za próbę ataku czy to na nas czy też na nasz kraj w szczególności, nasze specyficzne czarnowidztwo czy też nieufność wobec wszystkich i wszystkiego połaczone z fascynacją tym co za granicą. No i coś co mnie osobiście wkurza, resentymenty i doprowadziły do tego że naszym narodowym sportem jest uzalanie sie nad sobą i świętowanie porażek. Stąd też wzajemna pogarda "moherów" i "wykształciuchów". Bo z przeciwnikiem nie można sie tylko nie zgadzać, trzeba go nienawidzić i pogardzać.
Dlaczego o tym piszę. Ponieważ stan społecznej postkolonialnosci nie jest dany raz na zawsze. Da się z tego wyleczyć i żyć normalnie jak w "normalnym kraju". Nie jestesmy jedynym krajem poskolnialnym w europie. W artykule przytoczonym powyżej wymienia sie miedzy innymi Finów. Oni do tego podeszli bardzo fachowo i rzeczowo walcząc z tym co szwedzka i rosyjska okupacja pozostawiła. Trzeba tak jak oni, nie walczyć z pojęciem, tylko zaakceptować fakt i walczyć ze skutkami mentalności postkolonialnej, tak by obraz malowany przez profesora Czapińskiego się nie ziścił.
Jestem pewny że nam sie to uda. Dowodem jest to jak otwarcie respondenci rozmawiali z profesorem, trafnie diagnozując przyczyny swoich niepowodzeń, oraz przemiany na scenie politycznej w naszym kraju. Można powiedzieć że politycy nie nadążaja za zmianami mentalności społeczeństwa. To odwrócenie sie społeczeństwa od polityki, o którym pisałem wcześniej, to nie jest zobojętnienie, tylko wyraz zniecierpliwienia i swoiste wotum nieufności wobec polityki prowadzonej obecnie. Większość naszego społeczeństwa chce po prostu żyć normalnie. Nie chcą interesować się tym kto jest z kim, kto był na styropianie a kto nie, kto miał dziadka w Wehrmachcie, ani, szczerze mówiąc, co to był Wehrmacht. Dla większości ludzi nie ma znaczenia czy dany rząd ma wyższość moralna nad innym, tylko czy dobrze i skutecznie rządzi. Są po prostu zmęczeni trwającą wojną "na górze" i po prostu przestała ich obchodzić. Większość emigrantów w Londynie jako główną zaletę życia tam wymienia na pierwszym miejscu, nie pieniądze, ale stabilizację. Brak zawieruch fundowanych im przez polityków i możliwość normalnego życia. Tyle tylko, i aż tyle wymagamy od naszych polityków.
Wbrew temu, co pisze profesor, możemy być szczęśliwsi, jak tylko uporamy się z brzemieniem przeszłości. Społeczeństwo wydaje się być gotowe, mam nadzieję że politycy nadążą. Polska nie powinna być "Winkelridem narodów", tylko szczęśliwym krajem szczęśliwych i dumnych ze swojego kraju obywateli.
Na zakończenie motyw który pojawia sie literaturze anglosaskiej diametralnie rożni się od naszej manii cierpiętnictwa: " Nie ma nic pięknego w śmierci za swój kraj. Należy dopilnować aby to oni (wrogowie) zginęli za swój". Oraz "Obywatel nie powinien umierać dla kraju. Powinien dla niego pracować i żyć szczęśliwie". Pamiętacie Państwo Pozytywizm? Najbardziej chyba niedoceniany okres w naszej literaturze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz