poniedziałek, 27 stycznia 2014

Ukraina. O krok od wojny domowej?

Rzadko pisze o polityce miedzynarodowej, jednak pogarszajaca sie sytuacja na Ukrainie i coraz dziwniejsze komentarze czy dziennikarzy czy niektórych ekspertów na tyle mnie wkurzyły że postanowiłem coś na ten temat napisać. Nie bede sie wdawać w to, kto i komu co zaproponował. Chce zająć sie meritum, czyli, czy Ukraina stoi o krok od wojny domowej.
Nie. W chwili obecnej ukrainie nie grozi wojna domowa. Krwawa łaźnia, tak, ale nie wojna domowa. Dlaczego tak myślę? Dlatego ze wydaje sie że władza całkowicie kontroluje siły bezpieczeństwa, zarówno wojsko jak i milicję. Skąd to wiadomo? Nie widać na majdanie dezerterów. Ani wojskowych, ani policyjnych. Jesli ktoś z tych służb popiera demonstrantów, albo zachowuje to dla siebie, albo ucieka z kraju. Nie próbuje sie przyłaczyć. Mówimy tu armi poborowej, czyli złozonej z ludzi pochodzących ze wszystkich środowisk, a jednak ilość dezercji w chwili obecnej jest nikła. Oznacza to także, że poparcie dla ludzi na majdanie nie jest aż tak duże jakby nam sie wydawało.
Wydaje sie że teraz prezydent Janukwycz stara sie stworzyć wrażenie że wykorzystał wszelkie środki by zakończyć protesty pokojowe, jednak demonstranci nie dali mu wyboru. Oczekuje dostatecznego zmęczenia społeczeństwa chaosem, tak by rozwiązanie siłowe, było nawet oczekiwane.
Dlatego możemy sie raczej spodziewać dalszej eskalacji napiecia. Szczytem bedzie wprowadzenie stanu wyjątkowego/ wojennego i nawet wyprowadzeniem wojska przeciw demonstrantom i w razie konieczności utopienie protestów we krwi.
Najtragiczniejsze w tej sytuacji jest to, że najwyraźniej nie ma innego rozwiązania. Demonstranci nie przyjmą żadnego porozumienia z władzami. Tak zwani przywódcy protestu, nie mają realnego wpływu na protestantów którzy w wiekszosci kontestuja politykę i polityków jako takich, wliczajac w to opozycjonistów. "Przywódcy" są raczej razem z nimi ale nie na czele. W tej sytuacji władze po prostu nie mają z kim negocjowac porozumienia. W takim razie pozostaje tylko opcja siłowa.
A ustąpienie władz obecnych? Oczywiście brak zaangażowania sił bezpieczeństwa w tym wojska w protesty może świadczyc o braku zaufania władz do tych sił. To z kolei prowadzic może do faktycznej kapitulacji władz przed demonstrantami. Oznacza zepchnięcie Ukrainy w jeszcze głebszy chaos. Rosja nie odpusci z cen gazu i ropy, na pewno wprowadzi też dodatkowe "opłaty". Juz teraz Ukraina nie ma pieniedzy żeby płacić swoje rachunki. UE może raz pozyczyc jakąs gotówkę, ale raczej tylko raz i bedzie trzeba to spłacić, a nie wydaje sie żeby sytuacja gospodarcza miała sie szybko poprawić. Pieniedzy Ukraina bedzie potrzebowac zapewne i za rok. Ukraina to nie mała Grecja, bedzie potrzebowała znacznie wiecej pieniedzy przez kilka nastepnych lat. Pieniedzy których UE nie ma a nawet gdyby miała to raczej niechętnie by sie z nimi rozstała. UE pomoże jesli Ukraina pomoże sobie sama. To oznacza szereg bolesnych reform i de facto zmianę funkconowania państwa. Czy władze, a nawet zwykli ukraińcy są do tego gotowi? Do mocniejszego zacisnięcia pasa??? Raczej nie... Dlatego oferta rosyjska jest jedyną mozliwą do zaakceptowania. Zapewnia finansowanie status quo, za wieksze uzleżnienie polityczno gospodarcze, co niestety, jest akceptowalne dla wiekszości. Kraje zachodu od zawsze akceptują fakt że kraje byłego ZSRR to wyłaczna strefa wpływów Rosji, i nie przeszkadzają rosjanom w mieszanie się w sprawy państw sasiednich. A nawet gdyby przeszkadzali, to czy my, Polacy, chcielibysmy "umierać za Kijów"? Mówię tu o wojskowym zaangazowaniu na Ukrainie, bo tylko w ten sposób, mozna by odsunąć "krwawego dyktatora" od władzy. Nie wydaje mi się żeby nasze społeczeństwo zaakceptowało taka wyprawę, abstrachujac od tego czy nasze wojsko byłoby zdolne do tego typu operacji. Na pewno ani UE, ani USA nie zaryzykują zyciem swoich żołnierzy skoro nie chcą płacić. Oczywiści po udanej interwencji ktoś bedzie musiał utrzymywac ten kraj przez długi czas. My? Podatnicy? Ukraińcy niestety są skazani sami na siebie. Sami muszą jakoś ten konflikt rozwiązać.
Niestety z obecnej sytuacji wszystkie rozwiązania są złe. Albo kraj spłynie krwią, albo zostanie ekonomicznie zarżnięty. Pokojowe wyjscie będzie raczej cudem. Oczywiście po rozwiązniu siłowym, mamy fale represji i prześladowań, która w rezultacie moze doprowadzic do wojny domowej. Wojna potrzebuje jednak czasu i uzbrojenia. Jak na razie, z wyjatkiem butelek z benzną, demonstranci sa nieuzbrojeni. Do wojny domowej potrzeba albo zagranicznego wsparcia, albo masowych dezrecji z sił bezpieczeństwa. Na jedno i drugie trzeba, jak zauważyłem wcześniej, czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz