sobota, 9 listopada 2013

Rekonstrukcja rządu - o co w tym wszystkim chodzi.

Premier zapowiedział na listopad rekonstrukcje rządu. Jak wszyscy wiemy rekonstrukcja polega na wymianie niektórych ministrów. Połączona jest też często ze zmianami programowymi bądź tez z oficjalna zmianą kierunku polityki ekipy.
Z powodów oczywistych rekonstrukcje rządów inicjowane są po zmianach w koalicjach rządzących. Gdy ubywa bądź przybywa koalicjant. Najczęściej przydarzają się w ustrojach wielopartyjnych. Kiedyś w Europie były domeną państw śródziemnomorskich w szczególności Włoch.
W USA nierzadko prezydent przed drugą kadencją wymienia część ekipy, by zasygnalizować nowy poczatek, nowe otwarcie, nowe cele przed którymi będzie stał kraj i ekipa u steru.
Rekonstrukcje urządza się także po skandalach politycznych które zamieszani są ministrowie. Chodzi o jak najszybsze odcięcie się od skandalu i osób w niego zamieszanych, tak by ograniczyć straty i jak najmniej skompromitować ekipę rządzącą Tak było w Polsce po "aferze hazardowej".
Rekonstrukcja z która mamy do czynienia ma połączyć korzyści dwóch ostatnich rodzajów. Po pierwsze ogłosić "Nowy Początek" - od tego momentu wszystko będzie nowe i lepsze. Ma to odnowić kredyt zaufania jakim wyborcy obdarzają rządzących, a który wraz ze sprawowaniem władzy się wyczerpuje.
Po drugie wyzbyć się członków rządu którzy sa postrzegani negatywnie i źle wpływają na słupki poparcia. Wyeliminowanie ich ma poprawić postrzeganie rządu w społeczeństwie.
Tego typu rekonstrukcja ma poprawić oceny rządzących wśród wyborców. Zarządzana jest gdy słupki poparcia spadają i kierownictwo ugrupowań rządzących poszukuje sposobów na odwrócenie trendu.
Czy to działa? Oczywiście, jednak tylko do pewnego stopnia.
W 2009 po "aferze hazardowej" zaufanie do PO było na tyle duże że szybka wymiana ministrów zaowocowała utrzymaniem wysokich wyników sondaży. Po wyborach 2011 i ogłoszeniu "Nowego Otwarcia" umożliwił start rządu Tuska z wysokim poparciem społecznym. Czy obecna rekonstrukcja da szansę na złapanie "oddechu" Platformie? Wszystko zależy jak głębokie będą zmiany w rządzie i w polityce rządu.
Jest kilku ministrów których Polacy  nie lubią lub nie szanują. Na pierwszym miejscu można wymienić wicepremiera Rostowskiego. Jest on co prawda jednym z członków rządu który ma stosunkowo wysoki wskaźnik zaufania, jednak ma też bardzo wysoki wskaźnik nieufności. Co najważniejsze, w długim okresie daje sie zauważyć trend wyraźnego spadku zaufania do wicepremiera oraz wzrostu nieufności. Związane jest to zapewne z problemami budżetowymi oraz źle rozgrywaną kwestią OFE, która przez większość społeczeństwa po prostu nie jest zrozumiała. Jednak pan Rostowski ma na tyle silna pozycję że raczej nie bedzie podlegał "rekonstrukcji". Często pod kątem rekonstrukcji wymienia się ministrów Arłukowicza i Muchę. Jeśli minister Arłukowicz cierpi z powodu stanu całej służby zdrowia i za ów stan do pewnego stopnia odpowiada (choć w jego obronie można powiedzieć że chyba nie ma kraju w którym działałaby dobrze), to minister Mucha odpowiada w większości nie za swoje winy. Po pierwsze większość kibiców, czyli męskiej części społeczeństwa, jest do niej negatywnie nastawiona, ponieważ jest ona kobieta i co najważniejsze, nie zna się na sporcie, czego zresztą nie ukrywa. Dla sporej części fanatycznych kibiców jest to niewybaczalne. Po za tym spada na jej głowę odpowiedzialność za porażki naszych sportowców. Na to akurat pani minister ma akurat niewielki wpływ gdyż bezpośrednim szkoleniem zajmują się związki na które ministerstwo ma w zasadzie wpływ teoretyczny. Źle postrzegana jest takze minister Szumilas, szczególnie za reformę sześciolatków. Czy zmiana ministrów przyniesie poprawę notowań rządu? Raczej nie.
Po poprzedniej rekonstrukcji, entuzjazmu społeczeństwa wystarczyło ledwie na kilka miesięcy. Od tego czasu notowania premiera i rządu oraz ich polityki są niezmiennie negatywne. Badania pokazują ze związane jest to przede wszystkim z negatywną oceną własnej sytuacji materialnej przez Polaków. Nie chodzi tylko o to ze sytuacja ta jest zła, raczej o to że niedostatecznie szybko się poprawia. Wymiana kilku ministrów tego nie zmieni.
Polityka "ciepłej wody w kranach", skuteczna w pierwszej kadencji, obecnie wyczerpała się. Szok po rządach PiS już minął. Po dwóch latach chaosu jaki zafundował społeczeństwu PiS oczekiwano jedynie normalności i stabilizacji. PO w pierwszej kadencji spełniła te oczekiwania. Jednak po 6 latach rządów, stabilizacja jest już odbierana jako stagnacja. Polacy nie chcą już tylko "ciepłej wody w kranach". Ona już jest. Chcą lepszej pracy, płacy, wymienić samochód. Bez ogłoszenia programu reform, który, chociaż teoretycznie, skutkowałby poprawą materialnego bytu Polaków nie wydaje się możliwe poprawienie notowań rządu. Ogłaszanie działań dzięki którym "nie będzie gorzej", zupełnie nie trafia do społeczeństwa, jak na przykład reforma OFE. Ma być lepiej i to w przewidywalnej przyszłości. Bez ogłoszenia tego typu planu, kosmetyczne zmiany w rządzie w niczym nie pomogą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz