Ostatnimi czasy Pan Kukiz zbulwersował naszą scenę
polityczną ogłaszając że nie będzie tworzył struktur. Partyjni działacze z
prawa i z lewa zapałali świętym oburzeniem. Jak można nie tworzyć struktur? Jak
utrzymać w takim razie kontakt z ludem?
Problem w tym ze z tym kontaktem i tymi strukturami nie jest
wcale tak różowo. W teorii rozróżnia się partie masowe i kadrowe. Masowe mają
zgromadzić jak największa ilość członków – liczba jest siłą. Wszystkie partie w
ustrojach totalitarnych mają tendencje do masowości. Każdy kto nie z partią ten
przeciwko partii . I mimo pozorów elitarności liczba członków takiego
ugrupowania sięga milionów. Z tym ze do kręgu przywódczego dostać się już dużo
trudniej – do tzw. kadry. Tam dostęp strzeżony jest już zazdrośnie. Tutaj
przechodzimy do partii kadrowych, mniejszych, do których dostęp z zasady nie
jest powszechny a nieco utrudniony. W zasadzie wszystkie polskie partie mają
charakter kadrowy i, przynajmniej teoretycznie, nikogo z ulicy nie przyjmują.
Jak to wygląda praktycznie? PO ma obecnie nieco ponad 40
tys. członków, PiS ponad 20 tys. Największą polska partia jest PSL który
gromadzi ponad 120 tys. członków. Tyle deklaracje partyjne. Czy jest „rząd
dusz” twardo stojący za swoim „wodzem”, gotowy walczyć o dobro własnego
ugrupowania do ostatniej kropli krwi? No cóż… Jeśli o stopniu zaangażowania ma
świadczyć na przykład ilość zbieranych składek, to nie wygląda to tak dobrze. Przyjrzyjmy
się liczbom. Składka miesięczna w PO wynosi 5 zł. Zakładając pewną ilość
członków honorowych Platforma powinna zbierać około 200 tys. zł składek
miesięcznie. I tyle zbiera – problem w tym że rocznie. Oznacza to ze mniej
więcej 90 procent członków PO nie jest w stanie poświecić 5 zł miesięcznie (60
rocznie) dla swojej partii? W PiS sprawa ta nie wygląda lepiej. Także tam
niemal 90 procent członków nie opłaca składek (z tym że PiS jest bardziej
wymagający bo żąda od swoich członków aż 10 zł miesięcznie). Kompletna tragedia
za to jest w PSL który ma 3 razy więcej członków niż PO i zbiera 3 razy mniej
składek. Oznacza to że realnie największe partie mogą się poszczycić
zaangażowanymi kadrami w liczbie około 4 – 5 tys. To są mniej więcej 2 osoby na
powiat. W mniejszych partiach wygląda to jeszcze gorzej. Trudno powiedzieć żeby
rozbudowanie struktur naszych partii było powalające. Podejrzewam że podobną
ilość ludzi zaangażowanych jest w stanie bez trudu pozyskać Kukiz. W tego typu
ruchach jest to prostsze. Pomoc nie oznacza jednoznacznej deklaracji, dlatego
oficjalny brak struktur ułatwi mu owych struktur budowanie.
Czy tych struktur naprawdę mieć nie będzie? Oczywiście że one
powstaną. Będzie je musiał mieć. Wymagania prawne kampanii siła rzeczy wymuszą
pewna instytucjonalizację. Po wyborach każdy poseł ruchu Kukiza będzie musiał
mieć lokalne biuro a nawet biura, wokół których zaczną gromadzić się
współpracownicy – już mamy pierwsze struktury. Czy to przybierze formę kół,
stowarzyszeń, klubów – nieważne, struktury i tak powstaną. Czy to w jakiś
sposób pomoże Kukizowi albo zaszkodzi? Czy ja wiem. Jak pokazałem powyżej
współczesne polskie partie obywają się bez realnych rozbudowanych struktur. To
co u nas uchodzi za struktury Kukiz mieć i tak będzie, bo musi, wiec i tak
będzie obiektem ataków o zatrudnianie kolesi, oraz o zaprzedanie się systemowi.
Miał z systemem walczyć, a włączył się w jego tryby.
Co z kolei prowadzi nas do kolejnego punktu jak finansowanie
partii. Czy da się poprowadzić partie za 200 tys. rocznie? Nie da się. Dlatego
partie (parlamentarne) dostają na swoją działalność pieniądze z budżetu państwa.
PO 17 mln zł, PiS 16 mln. To są już poważne sumy. Co się stanie kiedy
finansowanie partii z budżetu zniknie? Będą musiały znaleźć pieniądze gdzie
indziej. Kukiz proponuje aby utrzymywały się wyłącznie ze składek. Jak wygląda
płacenie owych składek, widzieliśmy. Ale załóżmy że płacą wszyscy wtedy PiS i
PO miałyby po ok. 2,5 mln zł na działalność. Lepiej, ale wciąż daleko do
obecnych 16 mln. To oznacza że skądś
partie będą musiały brakujące fundusze znaleźć. Najprawdopodobniej będzie to
biznes, zarówno krajowy jak i zagraniczny. Wtedy dopiero zacznie się prawdziwy
lobbying i tworzenie „ustaw na zamówienie”, bo wraz z likwidacją finansowania
partii z budżetu z pewnością znikną ograniczenia co do źródeł finansowania.
Mamy więc do wyboru albo będziemy utrzymywać „darmozjadów” sami, z podatków,
albo będą utrzymywani przez biznes za co w sumie i tak zapłacimy później też z
naszych podatków. Większość krajów na świecie wybrała wariant pierwszy, choć
też w większości nie tak hojny jak w Polsce. To znaczy partie dostają pewne
sumy na funkcjonowanie z czego są skrupulatnie rozliczane. U nas dostają tych
pieniędzy więcej, co prawda też są skrupulatnie rozliczane przez PKW, ale u nas
wolno partiom w sposób niemal dowolny te fundusze rozdysponowywać. Więc partia
musi w rozliczeniu „ośmiorniczki” wykazać, ale nie ma ograniczeń w owych
ośmiorniczek zakupywaniu. W Irlandii np. partie dostają wyłącznie na
funkcjonowanie biur i pensje ludzi tam zatrudnionych. Dlatego raczej nie
wyzbywałbym się finansowania partii przez budżet ale raczej przyjrzał się jak
te pieniądze są wydawane i tu wprowadził dodatkowe regulacje. Czyli niech już
się męczą za nasze pieniądze w tej Warszawie, ale nie koniecznie przy
przysłowiowych „ośmiorniczkach” i w garniturach po 20 tys. zł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz