czwartek, 18 czerwca 2015

Bądźmy antysystemowi!

W trakcie kampanii prezydenckiej wiele mówiło się o „systemie” i o kandydatach „antysystemowych”. Hasło się przyjęło i wygląda na to że kampania wyborcza także będzie przebiegać pod hasłami walki z systemem. A czy ktokolwiek z nas zastanowił się o jaki system chodzi?

W retoryce Kukiza najczęściej pojawiają się JOWy i konieczność zmiany systemu wyborczego – walka z „partiokracją”. Średnio rozgarnięty politolog wie że system jednomandatowy prowadzi do zabetonowania sceny politycznej i niepodzielnej władzy partii, czego dowodem u nas jest senat, ale nikt nie broni Kukizowi twierdzić inaczej. Tylko czy to jest walka z systemem?
Polska jest demokracja parlamentarną, gdzie władza ustawodawcza znajduje się w rękach dwuizbowego sejmu. Propozycje Kukiza zmieniają tylko jeden z aspektów wyborów do owego ciała. Faktycznie najbardziej wątpliwy, ponieważ w konstytucji mamy zapisane ze wybory maja być proporcjonalne wiec JOWy w pewnym sensie są z Konstytucja sprzeczne – zależy jak owa proporcjonalność interpretują konstytucjonaliści. Nie wdając się w szczegóły, czy ta zmiana to radykalne obalenie sytemu politycznego w Polsce? Nieszczególnie, rzekłbym nawet że to zmiana kosmetyczna. Dalsze propozycje zmian Kukiza, mimo ze znaczące nie są wywalaniem systemu, szczególnie politycznego. Nie podejrzewam aby jego dość abstrakcyjne zmiany w mediach na coś realnie wpłynęły. Prawo spółek jest na tyle elastyczne że zmieni się kilka szyldów a realna własność zostanie po staremu. Ciekawie wygląda propozycja likwidacji ZUS, chyba jedyny naprawdę antysystemowy postulat Kukiza, ale nie jestem pewien czy realnie się na niego zdecyduje, bo jakoś musi sfinansować wypłatę emerytur, a nie wydaje się prawdopodobne żeby „antysystemowiec” radykalnie podniósł podatki (potrzeba około 200 mld. zł rocznie). Zresztą obecność wśród ludzi Kukiza osób takich jak panowie Bosak i Wipler każe wątpić w antysystemowość. W końcu są oni na swój sposób twórcami tego systemu.

NowoczesnaPL chce też tylko modyfikacji systemu, szczególnie w zakresie ubezpieczeniowo- podatkowym i w zasadzie nie ma propozycji ustrojowych, więc tez raczej trudno twierdzić że są radykalnymi antysystemowcami.

Takim „antysystemowcem” jest za to Korwin Mikke. Jemu naprawdę chodzi o likwidację systemu – czyli demokracji parlamentarnej. Co proponuje w zamian? Libertariańską monarchię absolutną. Jest to twór dość dziwaczny, gdzie absolutnej wolności gospodarczej towarzyszyć ma brak wolności obywatelskich. Nie dlatego ze państwo je odbiera obywatelom, a raczej państwa to po prostu nie obchodzi. W wersji skrajnej nawet nie konieczna jest policja bo uzbrojeni obywatele wymierzaliby sprawiedliwość szybko i sprawnie, a że za większość przestępstw realnie byłaby kara śmierci, no cóż, to problem przestępców. Dla mnie wygląda to jak anarchia i nie jestem pewien czy chciałbym żyć w kraju gdzie w obawie przed sąsiadami musiałbym mieć broń automatyczną.

Najzabawniejsze na obecnej scenie politycznej jest to, że PiS walczący od 10 lat z systemem, stał się owego systemu obrońcą, trochę chyba z zaskoczenia i wbrew sobie. Widziałem gdzieś w necie jak prezes Kaczyński bardzo sensownie tłumaczył dlaczego JOW to zły pomysł. Była to jedna z nielicznych sytuacji gdzie mogłem się zgodzić z każdym słowem prezesa.

Skoro brak realnej alternatywy antysystemowej może ja stwórzmy? A co najbardziej irytuje nas, obywateli w obecnym systemie? Politycy. „Nieroby w Sejmie”. Ci którzy zyją z naszych podatków nie dając nam, tak nam się wydaje, nic w zamian. Poczucie ze nic od nas nie zależy, ze wybieramy miedzy jedną „bandą” a drugą, powoduje z jednej strony apatie z drugiej strony agresje wobec całego systemu. A czy można mieć system demokratyczny bez polityków? Można choć całkowicie polityków wyzbyć się nie da. Chodzi mi tu o system demokracji bezpośredniej, pierwszej jaka powstała. Potem gdy rozmiary państw rosły i nie przestała się sprawdzać wprowadzono demokracje pośrednią, czyli przedstawicielską, czyli parlamentarną. Demokracje w której nie decydujemy osobiście a przez swoich ‘reprezentantów” – polityków.
Politycy twierdzą ze taka demokracja jest niemożliwa i niepraktyczna ze względu na skomplikowanie współczesnych państw. Czy na pewno? W Szwajcarii taki system istnieje i kraj jakoś funkcjonuje, rzekłbym nawet bardzo dobrze. Fakt, bywa ten system uciążliwy, bo w Szwajcarii sprawowany jest „po staremu” czyli na wiecach lokalnej społeczności, co za tym idzie nie da się w takim systemie podjąć decyzji szybko, dlatego Szwajcaria wprowadziła pewne elementy demokracji parlamentarnej.

Żyjemy jednak w epoce komunikacji i Internetu. To w jakim humorze się obudziłem może wiedzieć natychmiast setka ludzi na całym globie. Dlatego uważam że mamy już możliwości techniczne aby powrócić do źródeł czyli do demokracji bezpośredniej. Zrezygnować z organów przedstawicielskich i bezpośrednio wziąć odpowiedzialność za kraj.
W wyborach bezpośrednich wybierano by jedynie władze wykonawczą prezydenta lub premiera. Zamiast parlamentu nad ustawami głosowali by bezpośrednio obywatele, mając dostęp do wszystkich dokumentów którymi dysponują obecnie posłowie. Już obecnie korzystając z profilu zaufanego ePUAP można by stworzyć w miarę bezpieczny i efektywny system. Rozbudowane struktury partyjne nie byłyby konieczne w takim systemie nie mówiąc o znacznie niższych kosztach administracyjnych. W takim układzie można by było zrezygnować nawet z rad na niższych szczeblach samorządu, gdyż społeczeństwo samo kontrolowałoby swoich wójtów i burmistrzów. To by było naprawdę „tanie państwo”.

Zagrożenia? Mogłoby być bardziej wrażliwe na populizm. Wpadka rządu, czy afera mogłaby skutkować natychmiastową dymisją, lub przegłosowanie jakiejś abstrakcyjnej ustawy ewidentnie szkodliwej. Z drugiej strony w takim systemie zaangażowane by były jednostki którym najbardziej zależy na państwie czy społeczności lokalnej. Głosowanie, czytanie materiałów wymagałoby stałego bezpośredniego zaangażowania, więc siłą rzeczy osoby zaangażowane nie byłyby aż tak podatne na nagłe wpływy i zmiany. Wbrew pozorom taki system mógłby być stabilniejszy, gdyż przeciętny obywatel nie jest tak wystraszony na przykład mediami i nie będzie działał „ze strachu” jak się zdarza politykom w czasie kryzysu, nie byłby poddany tak bezpośrednim naciskom ze strony partii czy grup interesu. Dlatego wierzę ze taki system był by skuteczny.


Czy kiedyś się takiego systemu doczekamy? Wątpię. Dla polityków jak i dla wielkiego biznesu demokracja parlamentarna jest zbyt wygodna. Za dużo dużych pieniędzy, i za łatwo pewne koncesje po prostu sobie wynegocjować. Dodatkowo ten system pozwala tysiącom ludzi żyć wcale dostatnio więc raczej nie liczyłbym na zmianę sytemu. Zbyt wiele osób na tym by straciło. A pokrzykiwania „jestem antysystemowy” naprawdę są tylko zmyłką dla wyborców, bo wszyscy uczestniczący w tym systemie są zainteresowani trwaniem owego systemu. Nawet Kukiz a przynajmniej jego otoczenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz