W trakcie kampanii prezydenckiej wiele mówiło się o
„systemie” i o kandydatach „antysystemowych”. Hasło się przyjęło i wygląda na
to że kampania wyborcza także będzie przebiegać pod hasłami walki z systemem. A
czy ktokolwiek z nas zastanowił się o jaki system chodzi?
W retoryce Kukiza najczęściej pojawiają się JOWy i
konieczność zmiany systemu wyborczego – walka z „partiokracją”. Średnio
rozgarnięty politolog wie że system jednomandatowy prowadzi do zabetonowania
sceny politycznej i niepodzielnej władzy partii, czego dowodem u nas jest
senat, ale nikt nie broni Kukizowi twierdzić inaczej. Tylko czy to jest walka z
systemem?
Polska jest demokracja parlamentarną, gdzie władza
ustawodawcza znajduje się w rękach dwuizbowego sejmu. Propozycje Kukiza
zmieniają tylko jeden z aspektów wyborów do owego ciała. Faktycznie najbardziej
wątpliwy, ponieważ w konstytucji mamy zapisane ze wybory maja być
proporcjonalne wiec JOWy w pewnym sensie są z Konstytucja sprzeczne – zależy
jak owa proporcjonalność interpretują konstytucjonaliści. Nie wdając się w
szczegóły, czy ta zmiana to radykalne obalenie sytemu politycznego w Polsce?
Nieszczególnie, rzekłbym nawet że to zmiana kosmetyczna. Dalsze propozycje
zmian Kukiza, mimo ze znaczące nie są wywalaniem systemu, szczególnie
politycznego. Nie podejrzewam aby jego dość abstrakcyjne zmiany w mediach na
coś realnie wpłynęły. Prawo spółek jest na tyle elastyczne że zmieni się kilka
szyldów a realna własność zostanie po staremu. Ciekawie wygląda propozycja likwidacji
ZUS, chyba jedyny naprawdę antysystemowy postulat Kukiza, ale nie jestem pewien
czy realnie się na niego zdecyduje, bo jakoś musi sfinansować wypłatę emerytur,
a nie wydaje się prawdopodobne żeby „antysystemowiec” radykalnie podniósł
podatki (potrzeba około 200 mld. zł rocznie). Zresztą obecność wśród ludzi
Kukiza osób takich jak panowie Bosak i Wipler każe wątpić w antysystemowość. W
końcu są oni na swój sposób twórcami tego systemu.
NowoczesnaPL chce też tylko modyfikacji systemu, szczególnie
w zakresie ubezpieczeniowo- podatkowym i w zasadzie nie ma propozycji
ustrojowych, więc tez raczej trudno twierdzić że są radykalnymi
antysystemowcami.
Takim „antysystemowcem” jest za to Korwin Mikke. Jemu
naprawdę chodzi o likwidację systemu – czyli demokracji parlamentarnej. Co
proponuje w zamian? Libertariańską monarchię absolutną. Jest to twór dość
dziwaczny, gdzie absolutnej wolności gospodarczej towarzyszyć ma brak wolności
obywatelskich. Nie dlatego ze państwo je odbiera obywatelom, a raczej państwa
to po prostu nie obchodzi. W wersji skrajnej nawet nie konieczna jest policja
bo uzbrojeni obywatele wymierzaliby sprawiedliwość szybko i sprawnie, a że za
większość przestępstw realnie byłaby kara śmierci, no cóż, to problem
przestępców. Dla mnie wygląda to jak anarchia i nie jestem pewien czy chciałbym
żyć w kraju gdzie w obawie przed sąsiadami musiałbym mieć broń automatyczną.
Najzabawniejsze na obecnej scenie politycznej jest to, że
PiS walczący od 10 lat z systemem, stał się owego systemu obrońcą, trochę chyba
z zaskoczenia i wbrew sobie. Widziałem gdzieś w necie jak prezes Kaczyński
bardzo sensownie tłumaczył dlaczego JOW to zły pomysł. Była to jedna z
nielicznych sytuacji gdzie mogłem się zgodzić z każdym słowem prezesa.
Skoro brak realnej alternatywy antysystemowej może ja
stwórzmy? A co najbardziej irytuje nas, obywateli w obecnym systemie? Politycy.
„Nieroby w Sejmie”. Ci którzy zyją z naszych podatków nie dając nam, tak nam
się wydaje, nic w zamian. Poczucie ze nic od nas nie zależy, ze wybieramy
miedzy jedną „bandą” a drugą, powoduje z jednej strony apatie z drugiej strony
agresje wobec całego systemu. A czy można mieć system demokratyczny bez
polityków? Można choć całkowicie polityków wyzbyć się nie da. Chodzi mi tu o
system demokracji bezpośredniej, pierwszej jaka powstała. Potem gdy rozmiary
państw rosły i nie przestała się sprawdzać wprowadzono demokracje pośrednią,
czyli przedstawicielską, czyli parlamentarną. Demokracje w której nie
decydujemy osobiście a przez swoich ‘reprezentantów” – polityków.
Politycy twierdzą ze taka demokracja jest niemożliwa i
niepraktyczna ze względu na skomplikowanie współczesnych państw. Czy na pewno?
W Szwajcarii taki system istnieje i kraj jakoś funkcjonuje, rzekłbym nawet
bardzo dobrze. Fakt, bywa ten system uciążliwy, bo w Szwajcarii sprawowany jest
„po staremu” czyli na wiecach lokalnej społeczności, co za tym idzie nie da się
w takim systemie podjąć decyzji szybko, dlatego Szwajcaria wprowadziła pewne
elementy demokracji parlamentarnej.
Żyjemy jednak w epoce komunikacji i Internetu. To w jakim
humorze się obudziłem może wiedzieć natychmiast setka ludzi na całym globie.
Dlatego uważam że mamy już możliwości techniczne aby powrócić do źródeł czyli
do demokracji bezpośredniej. Zrezygnować z organów przedstawicielskich i
bezpośrednio wziąć odpowiedzialność za kraj.
W wyborach bezpośrednich wybierano by jedynie władze
wykonawczą prezydenta lub premiera. Zamiast parlamentu nad ustawami głosowali
by bezpośrednio obywatele, mając dostęp do wszystkich dokumentów którymi
dysponują obecnie posłowie. Już obecnie korzystając z profilu zaufanego ePUAP
można by stworzyć w miarę bezpieczny i efektywny system. Rozbudowane struktury
partyjne nie byłyby konieczne w takim systemie nie mówiąc o znacznie niższych
kosztach administracyjnych. W takim układzie można by było zrezygnować nawet z
rad na niższych szczeblach samorządu, gdyż społeczeństwo samo kontrolowałoby
swoich wójtów i burmistrzów. To by było naprawdę „tanie państwo”.
Zagrożenia? Mogłoby być bardziej wrażliwe na populizm.
Wpadka rządu, czy afera mogłaby skutkować natychmiastową dymisją, lub
przegłosowanie jakiejś abstrakcyjnej ustawy ewidentnie szkodliwej. Z drugiej
strony w takim systemie zaangażowane by były jednostki którym najbardziej
zależy na państwie czy społeczności lokalnej. Głosowanie, czytanie materiałów
wymagałoby stałego bezpośredniego zaangażowania, więc siłą rzeczy osoby
zaangażowane nie byłyby aż tak podatne na nagłe wpływy i zmiany. Wbrew pozorom
taki system mógłby być stabilniejszy, gdyż przeciętny obywatel nie jest tak
wystraszony na przykład mediami i nie będzie działał „ze strachu” jak się zdarza
politykom w czasie kryzysu, nie byłby poddany tak bezpośrednim naciskom ze
strony partii czy grup interesu. Dlatego wierzę ze taki system był by
skuteczny.
Czy kiedyś się takiego systemu doczekamy? Wątpię. Dla
polityków jak i dla wielkiego biznesu demokracja parlamentarna jest zbyt
wygodna. Za dużo dużych pieniędzy, i za łatwo pewne koncesje po prostu sobie
wynegocjować. Dodatkowo ten system pozwala tysiącom ludzi żyć wcale dostatnio
więc raczej nie liczyłbym na zmianę sytemu. Zbyt wiele osób na tym by straciło.
A pokrzykiwania „jestem antysystemowy” naprawdę są tylko zmyłką dla wyborców,
bo wszyscy uczestniczący w tym systemie są zainteresowani trwaniem owego
systemu. Nawet Kukiz a przynajmniej jego otoczenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz