Najczarniejsze obawy sztabowców PO spełniły się. Bronisław
Komorowski poległ w drugiej turze. Pierwszy realny sukces PiS od 2005 stał się
faktem. Andrzej Duda zostanie kolejnym prezydentem Polski. Co się stało?
Dlaczego urzędujący prezydent, którego jeszcze parę miesięcy temu aprobowało
ponad 60% obywateli przegrywa z nieznanym szerzej politykiem PiS?
Złożyło się na to kilka elementów. Bezpośrednio na pewno
skopana kampania wyborcza. Jeśli kiedyś zostanie wydany podręcznik w zakresie
PR pod tytułem „Jaj tego nie robić” kampania Bronisława Komorowskiego powinna
znaleźć tam swój własny rozdział. Nie
będę wdawał się w szczegóły, bo elementów które nie zagrały bądź zrobiono je
źle było po prostu zbyt wiele. Zacznę od grzechu głównego: brak pomysłu i idei
kampanii. To w zasadzie rozłożyło kampanię w całości. Prezydent wyglądał jakby
się miotał, bez szczególnego sensu i celu. Spotkania i wystąpienia nie miały
nic ze sobą wspólnego, nie było idei. Zmiana hasła przewodniego, brak nawet
spójnej koncepcji wizerunku prezydenta. Nie uważam ze przy kampanii pracowali
idioci. Było tam wielu ludzi którzy znaja się na rzeczy. Wydaje mi się ze zbyt
wielu. Dlatego tak częste zmiany koncepcji i strategii. Zamiast doskonalić to
co nie działało dobrze, wyrzucano stara strategię i wprowadzano nową, którą tez
po jakimś czasie zmieniano zanim zdążyły pojawić się skutki.
Wydaje się że początkowo uważano że wizerunek prezydenta
powinien być koncyliacyjny, spokojny wyważony. Prezydent który łączy a nie
dzieli. I nie był to zły pomysł, z tym ze dość trudno prowadzi się tak
kampanię. Nie ma „efektów specjalnych”, czyli starć słownych, pyskówek,
konfliktu który świetnie się sprzedaje. Dlatego jest to skomplikowana kampania
i do tego długofalowa. Kontrkandydaci będą „strzelać” czym się da w kandydata a
on powinien się od tego dystansować. Przedstawiać że jest ponad to, zajmuje się
Polską i Polakami a nie jakimiś pierdołami. Sam kandydat nie może wchodzić w
bliskie starcia, ale powinien to robić jego sztab, a raczej ludzie przez sztab
wytypowani nie mający z nim nic wspólnego. Z tego kierunku powinny iść wściekłe
i bezpardonowe ataki. Jeśli nie ma konfliktu prezydent nie może być
koncyliacyjny, nie ma kogo godzić. Uderzenia powinien na siebie wziąć rząd lub
inni politycy PO. Tego nie było. Wydawało się że prezydent walczy sam.
Spadek notowań był do przewidzenia bo strategia ta po prostu
tak funkcjonuje, głośni kandydaci sa atrakcyjniejsi, a do tego nie była
prawidłowo wykonywana. Zamiast ją skorygować jeszcze przed pierwsza turą,
zdecydowano się trochę wystąpienia prezydenta wyostrzyć, co w zasadzie
zniszczyło efekt poprzedniej strategii. Przyjęto ze prezydent dopiero od tego
momentu prowadzi kampanię no i ze się spóźnił. Komorowski w tego typu wystąpieniach nie wypada najlepiej więc dalej
tracił, a zmiany wizerunku nie rozumieli nawet jego zwolennicy. Zresztą
przykładem oderwania od rzeczywistości sztabu i chyba samozadowolenia było
hasło „rozstrzygnijmy wybory w pierwszej turze”. Skutki takiego podejścia były
opłakane. Przegrana pierwsza tura i zaangażowanie Kamińskiego wprowadziło
kolejna zmianę. Prezydent miał być fighterem. Walczyć w pierwszym szeregu i
pokonać Dudę w debatach i na argumenty. I Kamiński świetnie Komorowskiego do
tego przygotował. Prezydent dobrze wypadł w tych debatach. Problem w tym że to
już trzecia zmiana jego wizerunku w jednej kampanii czego rezultatem była
utrata wiarygodności. Paradoksalnie to Duda zajął pozycje które powinien
zajmować prezydent, to on był koncyliacyjny, on łączył, a to prezydent krzyczał
i dzielił. I to był majstersztyk prowadzącego kampanie PiS – doprowadził do
zamiany ról, wiedząc że to na spokojnych kandydatów w tego typu wyborach ludzie
wola głosować. PiS wybudował trochę wizerunek swojego kandydata na nijakości.
Obiecywał głównie zmianę i bliskość do wyborców. Coś czego Komorowskiemu
brakowało a próby nadrabiania kończyły się spektakularnymi porażkami. Jestem
fajny, będę fajny i nie jestem prezesem. To wystarczyło, oraz zostawienie
wolnego miejsca sztabowi Komorowskiego żeby dalej Kandydata pogrążać, co też
ten czynił. Nikt nie pomyślał aby wykorzystać największy atut Komorowskiego, to
że był prezydentem. Szereg imprez, uroczystości, zjazdów na których można
prezydenta odpowiednio pokazać. Można tego rodzaju eventy stworzyć. Dlaczego
prezydenta ze dwa razy nie było na poligonie? Zdjęcie na czołgu łatwiej
sprzedać niż mgliste wypowiedzi na temat obronności, szczególnie w dobie
kryzysu ukraińskiego. Konsekwentna kampania mogłaby dać te kilka brakujących
procent.
Oczywiście nie tylko sama kampania. Prezydent zerwał także
za zachowawczą politykę zarówno PO jak i rządu. Stąd taki sukces Kukiza o czym
wspominałem wcześniej. Biegunka różnego rodzaju ustaw, które można było
stworzyć wcześniej, a jakoś nikomu nie przyszło to do głowy. To powodowało
dalsze podważanie wizerunku i wiarygodności prezydenta. Po prostu przestał być
dla znacznej części Polaków poważnym człowiekiem, reprezentantem narodu.
PO dziwi się że nie głosowała na Komorowskiego młodzież. Po
przemyśleniu, dlaczego miałaby to zrobić? Przez 8 lat rząd PO zrobił niewiele
dla tej grupy, a prezydent przez 5 lat jeszcze mniej. Ta młodzież w 2005 roku
była w podstawówce lub myślała o szkole średniej. Nie pamięta rządów PiS i
atmosfery wtedy panującej. Może to stanowić najwyżej niejasne wspomnienie. Dla
nich ważne jest to że wchodzą właśnie w rynek pracy i wygląda na to że będą
musieli emigrować, bo o stabilnej pracy w kraju mogą tylko pomarzyć. I kogo za
to mają winić? Partię która od 8 lat jest przy władzy, czy też opozycję? Nic
dziwnego że winią rządzących. Ci co doświadczyli chaosu rządów PiS nadal
głosowali na Komorowskiego. Niestety to już za mało. PO musi wykonać
jakiekolwiek ruchy aby próbować walczyć o nowych wyborców, szczególnie że jej
obecny elektorat tez nie jest zachwycony postawą rządu. Platforma doprowadziła
państwo do jakiego takiego porządku po chaosie jaki wprowadził PiS. Udało się i
to wyborcy docenili 4 lata temu przedłużając PO mandat. Niestety nic więcej
Platforma nie osiągnęła, podczas gdy oczekiwania jej wyborców nadal były duże.
Wystarczy sobie przypomnieć kampanie z 2005 roku i szereg obietnic jakie wtedy
PO złożyło. W sumie do tego programu sięga Kukiz, mówiąc „to są wasze słowa, co
zostało zrobione?”. I dlatego zdobył część dawnego żelaznego elektoratu
Platformy – przedsiębiorców i ludzi z wyższym wykształceniem.
Czy PO zmieni swoje postępowanie? Wątpię, zbyt dużo bezwładu
panuje w tej partii. Wbrew pozorom losy kraju leżą w rękach Kukiza. Jeśli już
teraz dogada się z PiS, o czym głośno w mediach, przegra wszystko. Odejdzie od
niego większość elektoratu „oburzonego” rządami PO i pozwoli tej partii zewrzeć
szyki przed zagrożeniem PiS. Pamiętajmy że 40% jego wyborców to dawni wyborcy
PO. Jednocześnie ułatwi robotę PiS który prowadząc kampanię pod hasłem Kukiz z
nami przejmie młody elektorat, bo w końcu głosowanie na Kukiza to głosowanie na
PiS więc czemu nie głosować bezpośrednio? Wtedy jego ugrupowanie zostanie
zredukowane do kilku procent marzycieli. Jeśli zdystansuje się od obu partii ma
szansę na dalsze budowanie swojego elektoratu i kto wie, może na status jeśli
nie trzeciej to może nawet drugiej siły w parlamencie? Według ostatnich sondaży
jego ruch traci tylko 1 % do PO. Może naprawdę dużo ugrać poruszając kwestie
ekonomiczne i przeciągając sporo elektoratu PO jak i trochę PiS – tego wykształconego
i prowadzącego własną działalność. Zobaczymy co zrobi. Naprawdę ma olbrzymią
szansę na stworzenie czegoś nowego w polskiej polityce. Czy mu się uda, czy
znów zostaniemy sprowadzeni do duopolu PO-PiS?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz