niedziela, 31 maja 2015

Miało być tak pięknie – Co dalej z PO?

Przegrane wybory mocno wstrząsnęły Platforma Obywatelską. Oczywiście większość jej działaczy miało świadomość że wybory parlamentarne raczej przegrają, ale miano nadzieje że z PSL czy SLD uda się utrzymać przy władzy. Sam tak przewidywałem. Jednak niezadowolenie z rządów PO które od dłuższego czasu było wyczuwalne, znalazło ujście i katalizator w postaci Kukiza. Przez to oraz nieudolnie poprowadzoną kampanię, wybory które miały być formalnością, skończyły się porażką. W odbiorze wewnątrzpartyjnym nawet druzgocącą klęską ponieważ nie tak dawno wszyscy liczyli na zwycięstwo w pierwszej turze. To z kolei doprowadziło do pewnego rodzaju otrzeźwienia – wcale nie musimy utrzymać się przy władzy. Niestety zamiast do mobilizacji doprowadziło to rozprzężenia: część szuka wyjścia z sytuacji, część winnych, a część szuka wyjść awaryjnych.

Platforma nie jest jednak na przegranej pozycji. Po pierwsze niemal pięćdziesięcioprocentowe poparcie w drugiej turze nie rokuje źle. W końcu niemal co drugi wyborca zagłosował na kandydata PO. Łatwiej można ich przekonać żeby zrobili to powtórnie. Po drugie jeśli na pierwsze strony wrócą prezes Kaczyński i Antoni Maciarewicz znów może wrócić niechęć do PiS i część wyborców może się od PiS odwrócić. Ostatnia kampania PiS była przeprowadzona podejrzanie profesjonalnie, więc szanse na tego typu potknięcie są mniejsze, jednak od dnia wyboru prezydenta Dudy wróciła dyskusja na temat pomnika smoleńskiego, a nie jest to temat o którym młodzi wyborcy młodego prezydenta chcieliby słuchać.
Wiele zależy od Kukiza. Jeśli zachowa zdrowy dystans od obu partii i będzie punktował absurdy w programach obu ugrupowań, może utrzymać swoich wyborców a nawet powiększyć ich ilość. Jednak jest w trudnej sytuacji. Przyciągnął z elektoratu PO bardzo trudnych wyborców – wykształconych, samodzielnie myślących, wiec jeśli przegnie w którąś stronę, może ich zniechęcić.
Przede wszystkim musi mieć atrakcyjny program ekonomiczny. Coś czego PiS i PO nie mają. Oferta ekonomiczna PiS była zawsze dość anemiczna bo te tematy nigdy prezesa nie interesowały. Zazwyczaj próbowano obiecywać wszystko wszystkim ale bez specjalnego przekonania, co było wyczuwalne.  Zobaczymy co się stanie z propozycjami Dudy z czasu kampanii. Jak na razie dość sprytnie próbują wyjść z kwestii emerytalnej, nieco rozwijając propozycje Komorowskiego (40 lat składkowych), głównie jednak deklarując tylko że jest zupełnie nowa i inna. Generalnie jednak wiek 67 lat pozostanie jeśli jednak ktoś będzie miał 40 lat składkowych (ważne- nie pracy a okresów składkowych) będzie mógł przejść na wcześniejszą emeryturę. Problem w tym że z takiego przejście będzie mógł skorzystać nikły procent ubezpieczonych. Po odliczeniu urlopów i innych przerw realnie trzeba by mieć około 45 do nawet 50 lat pracy.
Ofertę ekonomiczną z pewnością będzie miała Nowoczesna.pl. Problemem tej partii jest jej brak wizerunku. Jeśli Petru jest średnio rozpoznawalny, dla osób nie interesujących się ekonomią, tak Balcerowicz (przez osobę którego Petru najczęściej jest przedstawiany) jest dla nowej formacji dużym obciążeniem. Jego duży elektorat negatywny będzie ugrupowaniu po pierwsze ciążył, po drugi mocno ograniczał zasięg oddziaływania do ludzi stricte znających się na ekonomii. Zwykli śmiertelnicy mogą być uprzedzeni i szukać oferty dla siebie raczej u Kukiza, który program ekonomiczny może nie ma tak dobrze opracowany, ale jest medialny i operuje chwytliwymi hasłami. Jesli panu Petru uda się zdystansować od Balcerowicza któremu doradzał, formacja może mieć szansę, i to nie tylko na wynik w okolicach progu wyborczego.

Jak widać jest pewna przestrzeń do działania dla PO. Czy wykorzysta szansę? Szczerze w to wątpię. PiS musiałby z Kukizem zaliczyć w kampanii potężną wpadkę żeby PO mogłoby w ten sposób zyskać. Jeśli chodzi o działania jakie PO musiałoby podjąć, to zacząć wprowadzać jakieś reformy ekonomiczne, o których zresztą mówiło 8 lat temu. Nie widać ku temu ani chęci ani pomysłów. Nadal używają jednej narracji: „jest świetnie”. Niestety nie jest, co widza nawet wyborcy Platformy.
Czy to oznacza ze Polska dąży ku zagładzie i upadkowi? Nie. Efekt rządów PO to naprawdę szybki rozwój ekonomiczny kraju. Więc dlaczego tak wielu niezadowolonych? Znaleźliśmy się w sytuacji która w politologii trochę nieadekwatnie nazywana jest rewolucyjną. Rewolucje wybuchają nie wtedy kiedy ludziom jest źle. Wtedy są zbyt zajęci walka o przetrwanie a nie myśleniem o zmianie władz. Rewolucje wybuchają wtedy gdy sytuacja się polepsza, ale nie dość szybko i liczba ludzi którzy czują się z tego postępu wykluczeni rośnie. Taką sytuacje mamy w Polsce. Młodzi uważają że postęp gospodarczy zupełnie ich minął i zostali z niczym. Wbrew pozorom sytuacja trudniejsza jest w segmencie 30-40 latków którzy przez ostatnie 10 lat pracowali na umowach śmieciowych i po pierwsze mają świadomość że niezależnie od wieku emerytalnego będą musieli pracować do śmierci, oraz z dużą niechęcią odbierają postawę roszczeniowa młodych. Dlaczego jest to niebezpieczne? Ponieważ działania podjęte w celu zachęcenia młodego elektoratu przyjmą negatywnie, uważając że jest to nieuczciwe – oni muszą i musieli sobie radzić sami.

Dlatego na miejscu PO był bym ostrożny z ofertą wobec młodych. Najskuteczniejsze byłyby zmiany w prawie podatkowym i ZUSie. Problemy w tym widzę dwa. Po pierwsze Platforma obiecywała takie zmiany 8 lat temu i przypomnienie sobie o nich raptem przed wyborami może być źle przyjęte. Należałoby je dobrze sprzedać. Osobiście radziłbym się zając ZUSem. Instytucja dość powszechnie nielubiana, zmiany w niej zostaną przyjęte pozytywnie, szczególnie przez przedsiębiorców a to elektorat PO. To zostawi z kolei możliwość atakowanie zarówno PiS jak i Kukiza majstrujących przy prawie podatkowym jako nieodpowiedzialnych, którzy w sumie chcą zwiększyć obciążenia Polaków. Po drugie ministerstwo finansów uważa że jest świetnie i żadne zmiany nie są konieczna ani wskazane. Niestety z takim podejściem można przegrać wybory.


Podsumowując. Bez zmian i prób reform PO nie ma szans na dobry wynik wyborczy. Zmian na ważnych polach. Mimo popularności Kukiza bynajmniej JOWy nie dadzą PO zwycięstwa ani na przykład likwidacja senatu (faktycznie zbędnego swoja drogą). Większość społeczeństwa ma dość ruchów i tematów pozornych. Chce uczestniczyć i korzystać z rozwoju kraju i tego wymagają od rządzących. To jest także kwestia do przemyślenia dla PiS. To będzie ciężka kampania dla obu ugrupowań. Jak rzadko wyborcy wymagają konkretów.

wtorek, 26 maja 2015

Trzęsienie ziemi czyli co wydarzyło się w niedzielę.


Najczarniejsze obawy sztabowców PO spełniły się. Bronisław Komorowski poległ w drugiej turze. Pierwszy realny sukces PiS od 2005 stał się faktem. Andrzej Duda zostanie kolejnym prezydentem Polski. Co się stało? Dlaczego urzędujący prezydent, którego jeszcze parę miesięcy temu aprobowało ponad 60% obywateli przegrywa z nieznanym szerzej politykiem PiS?
Złożyło się na to kilka elementów. Bezpośrednio na pewno skopana kampania wyborcza. Jeśli kiedyś zostanie wydany podręcznik w zakresie PR pod tytułem „Jaj tego nie robić” kampania Bronisława Komorowskiego powinna znaleźć tam swój własny rozdział.  Nie będę wdawał się w szczegóły, bo elementów które nie zagrały bądź zrobiono je źle było po prostu zbyt wiele. Zacznę od grzechu głównego: brak pomysłu i idei kampanii. To w zasadzie rozłożyło kampanię w całości. Prezydent wyglądał jakby się miotał, bez szczególnego sensu i celu. Spotkania i wystąpienia nie miały nic ze sobą wspólnego, nie było idei. Zmiana hasła przewodniego, brak nawet spójnej koncepcji wizerunku prezydenta. Nie uważam ze przy kampanii pracowali idioci. Było tam wielu ludzi którzy znaja się na rzeczy. Wydaje mi się ze zbyt wielu. Dlatego tak częste zmiany koncepcji i strategii. Zamiast doskonalić to co nie działało dobrze, wyrzucano stara strategię i wprowadzano nową, którą tez po jakimś czasie zmieniano zanim zdążyły pojawić się skutki.

Wydaje się że początkowo uważano że wizerunek prezydenta powinien być koncyliacyjny, spokojny wyważony. Prezydent który łączy a nie dzieli. I nie był to zły pomysł, z tym ze dość trudno prowadzi się tak kampanię. Nie ma „efektów specjalnych”, czyli starć słownych, pyskówek, konfliktu który świetnie się sprzedaje. Dlatego jest to skomplikowana kampania i do tego długofalowa. Kontrkandydaci będą „strzelać” czym się da w kandydata a on powinien się od tego dystansować. Przedstawiać że jest ponad to, zajmuje się Polską i Polakami a nie jakimiś pierdołami. Sam kandydat nie może wchodzić w bliskie starcia, ale powinien to robić jego sztab, a raczej ludzie przez sztab wytypowani nie mający z nim nic wspólnego. Z tego kierunku powinny iść wściekłe i bezpardonowe ataki. Jeśli nie ma konfliktu prezydent nie może być koncyliacyjny, nie ma kogo godzić. Uderzenia powinien na siebie wziąć rząd lub inni politycy PO. Tego nie było. Wydawało się że prezydent walczy sam.
Spadek notowań był do przewidzenia bo strategia ta po prostu tak funkcjonuje, głośni kandydaci sa atrakcyjniejsi, a do tego nie była prawidłowo wykonywana. Zamiast ją skorygować jeszcze przed pierwsza turą, zdecydowano się trochę wystąpienia prezydenta wyostrzyć, co w zasadzie zniszczyło efekt poprzedniej strategii. Przyjęto ze prezydent dopiero od tego momentu prowadzi kampanię no i ze się spóźnił. Komorowski w tego typu  wystąpieniach nie wypada najlepiej więc dalej tracił, a zmiany wizerunku nie rozumieli nawet jego zwolennicy. Zresztą przykładem oderwania od rzeczywistości sztabu i chyba samozadowolenia było hasło „rozstrzygnijmy wybory w pierwszej turze”. Skutki takiego podejścia były opłakane. Przegrana pierwsza tura i zaangażowanie Kamińskiego wprowadziło kolejna zmianę. Prezydent miał być fighterem. Walczyć w pierwszym szeregu i pokonać Dudę w debatach i na argumenty. I Kamiński świetnie Komorowskiego do tego przygotował. Prezydent dobrze wypadł w tych debatach. Problem w tym że to już trzecia zmiana jego wizerunku w jednej kampanii czego rezultatem była utrata wiarygodności. Paradoksalnie to Duda zajął pozycje które powinien zajmować prezydent, to on był koncyliacyjny, on łączył, a to prezydent krzyczał i dzielił. I to był majstersztyk prowadzącego kampanie PiS – doprowadził do zamiany ról, wiedząc że to na spokojnych kandydatów w tego typu wyborach ludzie wola głosować. PiS wybudował trochę wizerunek swojego kandydata na nijakości. Obiecywał głównie zmianę i bliskość do wyborców. Coś czego Komorowskiemu brakowało a próby nadrabiania kończyły się spektakularnymi porażkami. Jestem fajny, będę fajny i nie jestem prezesem. To wystarczyło, oraz zostawienie wolnego miejsca sztabowi Komorowskiego żeby dalej Kandydata pogrążać, co też ten czynił. Nikt nie pomyślał aby wykorzystać największy atut Komorowskiego, to że był prezydentem. Szereg imprez, uroczystości, zjazdów na których można prezydenta odpowiednio pokazać. Można tego rodzaju eventy stworzyć. Dlaczego prezydenta ze dwa razy nie było na poligonie? Zdjęcie na czołgu łatwiej sprzedać niż mgliste wypowiedzi na temat obronności, szczególnie w dobie kryzysu ukraińskiego. Konsekwentna kampania mogłaby dać te kilka brakujących procent.

Oczywiście nie tylko sama kampania. Prezydent zerwał także za zachowawczą politykę zarówno PO jak i rządu. Stąd taki sukces Kukiza o czym wspominałem wcześniej. Biegunka różnego rodzaju ustaw, które można było stworzyć wcześniej, a jakoś nikomu nie przyszło to do głowy. To powodowało dalsze podważanie wizerunku i wiarygodności prezydenta. Po prostu przestał być dla znacznej części Polaków poważnym człowiekiem, reprezentantem narodu.

PO dziwi się że nie głosowała na Komorowskiego młodzież. Po przemyśleniu, dlaczego miałaby to zrobić? Przez 8 lat rząd PO zrobił niewiele dla tej grupy, a prezydent przez 5 lat jeszcze mniej. Ta młodzież w 2005 roku była w podstawówce lub myślała o szkole średniej. Nie pamięta rządów PiS i atmosfery wtedy panującej. Może to stanowić najwyżej niejasne wspomnienie. Dla nich ważne jest to że wchodzą właśnie w rynek pracy i wygląda na to że będą musieli emigrować, bo o stabilnej pracy w kraju mogą tylko pomarzyć. I kogo za to mają winić? Partię która od 8 lat jest przy władzy, czy też opozycję? Nic dziwnego że winią rządzących. Ci co doświadczyli chaosu rządów PiS nadal głosowali na Komorowskiego. Niestety to już za mało. PO musi wykonać jakiekolwiek ruchy aby próbować walczyć o nowych wyborców, szczególnie że jej obecny elektorat tez nie jest zachwycony postawą rządu. Platforma doprowadziła państwo do jakiego takiego porządku po chaosie jaki wprowadził PiS. Udało się i to wyborcy docenili 4 lata temu przedłużając PO mandat. Niestety nic więcej Platforma nie osiągnęła, podczas gdy oczekiwania jej wyborców nadal były duże. Wystarczy sobie przypomnieć kampanie z 2005 roku i szereg obietnic jakie wtedy PO złożyło. W sumie do tego programu sięga Kukiz, mówiąc „to są wasze słowa, co zostało zrobione?”. I dlatego zdobył część dawnego żelaznego elektoratu Platformy – przedsiębiorców i ludzi z wyższym wykształceniem.


Czy PO zmieni swoje postępowanie? Wątpię, zbyt dużo bezwładu panuje w tej partii. Wbrew pozorom losy kraju leżą w rękach Kukiza. Jeśli już teraz dogada się z PiS, o czym głośno w mediach, przegra wszystko. Odejdzie od niego większość elektoratu „oburzonego” rządami PO i pozwoli tej partii zewrzeć szyki przed zagrożeniem PiS. Pamiętajmy że 40% jego wyborców to dawni wyborcy PO. Jednocześnie ułatwi robotę PiS który prowadząc kampanię pod hasłem Kukiz z nami przejmie młody elektorat, bo w końcu głosowanie na Kukiza to głosowanie na PiS więc czemu nie głosować bezpośrednio? Wtedy jego ugrupowanie zostanie zredukowane do kilku procent marzycieli. Jeśli zdystansuje się od obu partii ma szansę na dalsze budowanie swojego elektoratu i kto wie, może na status jeśli nie trzeciej to może nawet drugiej siły w parlamencie? Według ostatnich sondaży jego ruch traci tylko 1 % do PO. Może naprawdę dużo ugrać poruszając kwestie ekonomiczne i przeciągając sporo elektoratu PO jak i trochę PiS – tego wykształconego i prowadzącego własną działalność. Zobaczymy co zrobi. Naprawdę ma olbrzymią szansę na stworzenie czegoś nowego w polskiej polityce. Czy mu się uda, czy znów zostaniemy sprowadzeni do duopolu PO-PiS?

piątek, 22 maja 2015

Finisz kampanii. Duda czy Komorowski?

Nie wiem czy na tak postawione pytanie ktoś z całą pewnością może dać dzisiaj odpowiedź. Jeszcze pare miesięcy temu kampania zapowiadała się na nudna i niepotrzebną. Komorowski miał wygrać. Co prawda niezadowolenie wobec rządów PO było wyczuwalne, ale wobec braku alternatyw, wszyscy przyjmowali że status quo zostanie zachowane, a wybuch tej niechęci zostanie odroczony, na później - dla PO najlepiej na dużo później.  Kandydatura Kukiza stała się katalizatorem który wyzwolił ta niechęć. Było to zaskoczeniem dla wszystkich, nawet dla Kukiza. Zebrał on głosy tych wszystkich którzy mieli dość zmuszania ich do wyboru tylko pomiędzy PiS i PO, tych którzy wkurzeni sa na samozadowolenie PO a nie chcą glosować na PiS. Paradoksalnie wśród wyborców Kukiza raczej było niewielu którzy rzeczywiście popierają ideę jednomandatowych okręgów wyborczych. większość politologów uważa ze nie jest to dobry pomysł, czego żywym dowodem są wybory w Wielkiej Brytanii, gdzie wyniki nijak nie odzwierciedlają realnego poparcia jakie maja ugrupowania w społeczeństwie. Jak to działa ten filmik tłumaczy najlepiej:


Jak widać JOW wcale takie genialne nie są i na przykład proponowany głos przechodni jest ciekawą alternatywą. Wyborcy Kukiza zdają sobie z tego sprawę, ale nie glosują na niego z powodu JOW ale dlatego że stanowi alternatywę dla obecnego układu. Nie jest tak skrajny jak Braun czy Korwin-Mikke, ale dotyka oprócz JOW tematy naprawdę dla społeczeństwa ważne takie jak podatki, absurd ZUS, emigracja. To o czym nie mówią główni kandydaci lub tylko lekko tych tematów dotykają. Jeśli w przyszłości Kukizowi uda się zinstytucjonalizować swoje ugrupowanie i nie skupi się na JOWach, wyniki już jesiennych wyborów mogą być interesujące. Pewność rządów PO niezależnie od wyniku wyborczego stanęła pod znakiem zapytania, stąd takie nerwowe ruchy i w sprawie JOW i w sprawie podatków. Ruchy te nie maja za zadanie coś zmienić, tylko wyartykułować chęć zmiany, bo zmianami PO nie jest zainteresowana. Pewnym wyjątkiem może być kwestia JOW, bo ich wprowadzenie betonowałoby system dwupartyjny PiS-PO, ale przy sporym poparciu dla Kukiza, czyli alternatywy dla PO, groziłaby sytuacja ze PiS mógłby rządzić samodzielnie a PO skończyłoby z 100- 150 mandatami. Mimo poparcia rzędu 20% ze względu na naturę JOW Kukiz mógłby liczyć na 1-2 mandaty. Dlatego mimo ze podejrzewam że JOW wyglądają atrakcyjnie dla PO i PiS, partia rządząca nie zaryzykuje zmiany, choć nie wiadomo jak sprawa będzie wyglądać po wyborach.
Wracając do aktualnej kampanii. Mimo twierdzeń ze to nie wyborcy Komorowskiego głosowali na Kukiza, bede się przy tym upierać. Wystarczy spojrzeć na profil głosujących: ludzie młodzi, przedsiębiorcy, ludzie z wyższym wykształceniem. Prawda, wśród młodych rośnie poparcie dla PiS, i zapewne młodzi glosujący oddadzą głosy na Dudę, ale przedsiębiorcy i wykształciuchy?? To przecież żelazny elektorat PO i Komorowskiego! Tu są własnie rozczarowani rządami Platformy. Kampania przed druga turą była dla Komorowskiego tragiczna. Co rusz udowadniał ze nie ma kontaktu ze społeczeństwem i wygadywał rzeczy których ten rozczarowany elektorat nie chce słyszeć. Debaty na pewno pomogły, w których Komorowski wypadł nieźle, ale to może nie wystarczyć. Pozostał straszak PiS i on może zadziałać. Widzę wiele wypowiedzi dla Komorowskiego nieprzychylnych ale z podsumowaniem ze i tak trzeba na niego glosować, bo inaczej grozi nam PiS. Moze Komorowski wygra, ale nie wróży to najlepiej przed wyborami parlamentarnymi. Przy takim oderwaniu od rzeczywistości i samozadowoleniu PO może mieć poważne problemy, a istnieje już potencjalna alternatywa. Z drugiej strony kusi tez wizja co zrobi po zwycięstwie Dudy. Czy prezydent Duda podporządkuje się prezesowi? czy może będzie próbował przejąć władzę w partii korzystając ze stanowiska. Po raz pierwszy w PiS zapanuje realna dwuwładza. Ciekaw jestem jak to będzie wyglądać w rzeczywistości. Z kolei wtedy zapanuje w państwie chaos. Walka Po-Pis, wojna domowa w PiS. Nie jestem pewien czy ten scenariusz jest wart sprawdzania
Co do wyniku niedzielnego głosowania wydaje mi się że raczej wygra Komorowski. Zniechęconych i wystraszonych uda się zagnać do urn i minimalnie wygra urzędujący prezydent. Wbrew pozorom nie będzie to dobre dla PO ponieważ partia znów na lato zapadnie w letarg i obudzi sie przed wyborami parlamentarnymi, a to będzie za późno. Żeby myśleć o utrzymaniu władzy konieczne są energiczne działania, przynajmniej rozpoczęcie niektórych reform. Porażka może zmobilizuje PO do walki, a tak to znów będą grac na przeczekanie metodą "jakoś to będzie".