środa, 4 czerwca 2014

Kilka słów na temat liczenia głosów.

Nie jest dla nikogo zaskoczeniem że PiS ma wątpliwości. Zawsze ma.  Tym razem maja zastrzeżenia do sposobu liczenia głosów. Co tez nie powinno dziwić, jeszcze przed wyborami ogłosili że wybory zostaną sfałszowane. Najbardziej bawi mnie fakt że jeśli wybory faktycznie były sfałszowane, to PiS musiał aktywnie w tym uczestniczyć. PiS mógł desygnować do każdej komisji wyborczej swoich ludzi - co najmniej jedną osoba. Nie mówię tu o mężach zaufania, tylko o członkach komisji, czyli osobach które aktywnie w liczeniu uczestniczą. Dodatkowo, tam gdzie były problemy z obsadą komisji, a były w wielu miejscach - 100 złotych traci swoją magie i nie wszyscy chcą za taka sumę siedzieć w lokalu 24 godziny a czasem i więcej- przyjmowano wszystkich zgłoszonych, jak leci i można było mieć w komisji więcej niż jedną osobę.  Plus oczywiście mężowie zaufania. Czyli w każdej komisji PiS mógł mieć minimum 2 osoby albo nawet więcej. Oznacza to ze bez aktywnego udziału PiS wyborów nie dałoby się sfałszować. Sfałszowane na wyższym szczeblu? Problem w tym ze część komisarzy wyborczych była mianowana za rządów PiS, a dodatkowo wszystkie protokoły komisji są jawne - można samodzielnie je podliczyć - robota żmudna, ale do wykonania. Zresztą PiS aktualnie próbuje to zrobić i nie podejrzewam żeby wynik się specjalnie różnił. PiSowi z drugiej strony rzeczywistość nigdy w niczym nie przeszkadzała, więc to co ogłoszą może być tez zabawne.
Jeśli chodzi o prace komisji, zarówno PKW jak i komisji niższego szczebla. Po pierwsze w obwodowych komisjach zsiadają zawsze amatorzy. Ludzie którzy się zgłosili zwabieni owymi 100 złotymi i pobłogosławieni przez ugrupowanie z którym sympatyzują. Mają oczywiście szkolenie, niestety dość krótkie. Większość z nich potem nawet nie zna ordynacji wyborczej a procedury w sposób bardzo ramowy. Przewodniczący często nie potrafi w sposób właściwy wypełnić protokołu, nie mówiąc o członkach komisji którzy maja problemy z liczeniem i po przeliczaniu głosów za każdym razem wychodzi im coś innego. Widziałem jak protokół był odsyłany z powodu błędów formalnych nawet kilkanaście razy i komisja musiała siedzieć jeszcze jeden dzień. Mówimy tutaj o ochotnikach którzy często robią to po raz pierwszy w życiu i najczęściej potem już nie chcą tego doświadczenia powtarzać. Oczywiście pomaga gdy w komisji są osoby dla których nie są to pierwsze wybory, ale nie w każdej komisji takie osoby są. Dlatego problemy z protokołami były zawsze, są i z całą pewnością będą w przyszłości. Nie zmienimy tego. No chyba że PiS chce zorganizować profesjonalne komisje wyborcze z pracownikami etatowymi... Na pewno pomoże to w zmniejszeniu bezrobocia, ale w sposób kosmiczny zwiększy dziurę budżetową.
Czy u nas są z tym największe problemy, i to, jak mówi poseł Hofman, wstyd przed Europą? Oczywiście że nie. W Wielkiej Brytanii na przykład niektóre komisje wyborcze skończyły pracę, t.j. podliczanie głosów dopiero w poniedziałek. Problem w tym ze wybory tam odbyły się w sobotę, i do poniedziałku nie były w stanie spłynąć wszystkie wyniki ze wszystkich komisji. Więc, mimo wszystko, u nas liczono cały dzień krócej. Akurat jeśli chodzi o nasz system wyborczy to on jednak działa, może nie bez zarzutu, ale działa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz