Od kilku dni, jeśli chodzi o politykę, żyjemy taśmami tygodnika "Wprost". Wydaje sie ze jednak w sposób znaczący zachwieją naszą scena polityczna, choć na początku było to wątpliwe. Jednak dzięki zbiorowemu wysiłkowi zarówno premiera jak i służb oraz prokuratury, udało się coś co było najwyżej wpadką przekształcić w pełnowymiarowa katastrofę.
Przyjrzyjmy się sprawie od początku. "Wprost" publikuje fragmenty taśm, niewiadomego pochodzenia na których w trakcie prywatnych spotkań politycy rozmawiają. Rozmawiają o rożnych rzeczach, począwszy od kwestii prywatnych, na Amber Gold i polityce rządu skończywszy. Oprócz byłego ministra Nowaka, którego rozmowa była faktycznie dość niejasna i w sumie nadal nie wiem czy tez były wiceminister coś blokował czy nie, a jeśli tak to co, to w sumie na tych taśmach nic nie ma. Tak, język jest gorszący, niektóre opinie bardziej niz kontrowersyjne ale tak wygląda polityka od kuchni. Niestety, politycy żeby ustalić jakiś kompromis, muszą ze sobą rozmawiać, i droga do wspólnych rozwiązań tak wygląda. I tak jest w każdym ugrupowaniu i na każdym szczeblu, nawet najniższym samorządowym, choć tam język jest jeszcze bardziej gorszący. W tych nagraniach, nikt jednak nie wymuszał łapówki jak w aferze Rywina, sugerował szantażu jak u Skorupy, nie handlował stanowiskami jak w taśmach PSL czy wcześniej Samoobrony. Cała sytuacja była gorsząca ale nie była przestępstwem.
Takie też zaczęły dominować komentarze w prasie i mediach. bardziej uwagę zaczął przykuwać fakt, kto i na jakie zlecenie dokonał tych nagrań i czy powinno tak być ze ktokolwiek może bez przeszkód nagrywać najwyższych urzędników w państwie. Po początkowym oburzeniu, jednak znacząca część krytyki społecznej dotyczyła funkcjonowania służb, niekoniecznie treści rozmów. Oczywiście opozycja usiłowała podgrzewać atmosferę jednak uwaga zaczęła przenosić się własnie na role ABW i BOR w sprawie. Sprawa mogła rozjeść sie po kościach, ale w tym momencie wkracza do akcji premier wspomagany przez prezesa Belkę. Stwierdzenie, że nic się nie stało, styl w jaki premier się wypowiadał w połączeniu z arogancją prezesa NBP, rozsierdziły wszystkich.I w tym momencie znów uwaga wszystkich skupiła sie na Premierze.
Co powinien powiedzieć? Wyrazić "głębokie niezadowolenie ze swoich ministrów", "wyrazić oburzenie sposobem wyrażania się i rozmowy o Polsce", zadeklarować "rozpoczęcia prac nad szczegółowym wyjaśnieniem sprawy" oraz wyrazić swoje "głębokie zaniepokojenie brakiem osłony kontrwywiadowczej". I tutaj mógłby spokojnie przejść na temat Ukrainy, rosyjskiego zagrożenia, i sprawę spróbować rozegrać w sposób korzystny dla siebie. Tak pozostało wrażenie arogancji władzy i całkowitego ignorowania opinii społecznej.
Do kacji wkraczają ABW i prokuratura i zachowując się jak słoń w składzie porcelany zaogniają sytuacje i zwracja niemal całe środowisko dziennikarskie przeciw rządowi. Rozumiem że prokuratura potrzebuje dowodów, a ABW wykonuje jej zalecenia, ale czy to tak musi wygladać? Cały czas miałem wrażenie ze obie strony nie do końca zdają sobie sprawę czego chcą. ABW żądała jednej rzeczy, "Wprost" kategorycznie odmawiał wydania innej. I tak w koło. Ale niestety za całą sytuacje winę ponosi ABW.
Oczywiście prokuratura i ABW deklarowały że chcą tylko taśm, a nie danych źródeł. Dziennikarze maja prawa chronić swoje źródła zagwarantowane przez przepisy prawa. Co robi ABW? Usiłuje przeforsować standardową procedurę przeszukania w redakcji. i Co by się stało jakby z taśmami znaleźli namiary na źródła? Powiedzieli "przepraszamy, nic nie widzieliśmy"? Absurd. Panowie ze służb z nakazem prokuratorskim powinni się zwrócić do "Wprost" o te nagrania, a "Wprost" musiałby je im udostępnić. Udostępnić w taki sposób by chronić źródła. To jednak broszka dziennikarzy. Jeśliby odmówili, należałoby rozpocząć dalszą procedurę prawną. Załatwić wszystko w ramach miłej rozmowy z redaktorem naczelnym, a nie w trakcie przepychanki i wyrywania drzwi. Odmowa udostępnienia samych nagrań postawiłaby "Wprost" w nie najlepszym świetle i dała pole do dyskusji kto za tym stoi, a tak zostali męczennikami w walce o obronę wolności słowa. Nie dało się tego chyba gorzej zrobić. No może jakby policja jeszcze spałowała dziennikarzy, choć wytworzyła się taka atmosfera jakby to zrobili.
Jest źle. Może być gorzej? Może. Wystarczy znów dopuścić do głosu premiera. Po pierwsze przed wściekłym tłumem dziennikarzy umywa ręce. Oczywiście premier nie jest odpowiedzialny za działania prokuratury a ABW do pewnego stopnia jest niezależne, ale nie jest to moment kiedy ktokolwiek chce słuchać logicznych argumentów, ani sytuacja w której mogłyby zadziałać. Premier powinien wyrazić swoje oburzenie sytuacją, stwierdzić że takie rzeczy nie powinny się dziać, że ktoś na pewno przekroczył swoje uprawnienia oraz że szef ABW będzie miał się z czego tłumaczyć i podpadł mu drugi raz w ciągu dwóch dni. Ludzie oczekiwali reakcji a nie kolejnego wzruszenia ramion. Co gorsza premier zaczął snuć teorie spiskowe. Na nie było miejsce dzień wcześniej, a nie teraz. Po sytuacji we "Wprost" rozsierdziły tylko dziennikarzy bardziej i zostały potraktowane jako nieudolne próby odwrócenia uwagi.
Mam jedną wątpliwość, która wyrażałem na tym blogu kilkukrotnie. Co z PR premiera i rządu? Nie istnieje. Kiedyś PO miała wzorcowy PR. teraz, nieistniejący. Nikt tam chyba nie słyszał o zarządzaniu kryzysem w PR, bo nikt nie próbuje nawet tego robić. Działania wydają się przypadkowe, nieprzemyślane. Nikt nad kryzysem nie stara się zapanować a co dopiero mówić o kierowaniu nim. Jeśli tak dalej pójdzie to faktycznie może się udać obalić rząd, a w zasadzie rząd obali się sam, bez specjalnej pomocy z zewnątrz, przez własną indolencję w zakresie zarządzania PR.
Czy będą wcześniejsze wybory? Zależy kto był by nimi zainteresowany. Obecnie do wyborów może przeć SLD, licząc że po wyborach, jako koalicjant, dojdzie w końcu do władzy. Na miejscu PSL był bym raczej ostrożny bo ich notowania nie wyglądają najlepiej. Drobnica parlamentarna raczej nie powinna ciążyć w kierunku wyborów, bo tak mają jeszcze rok działalności, a po wyborach czeka ich raczej niebyt. Co z PiS i PO? Tutaj nie wiem. PiS niekoniecznie musi chcieć wyborów teraz. Mogą czekać aby PO bardziej się pogrążyło i wtedy może mieliby nawet szanse na rządy samodzielne. Mogą już teraz spróbować zawalczyć, ale wtedy wątpliwe wydaje się ich dojście do władzy ze względu na zerową zdolność koalicyjną. Wszystko zależy od prezesa.
Dlaczego PO miałoby chcieć wyborów? Ucieczka do przodu. Przy braku wiary w powodzenie dalszych rządów, może pojawić się opinia by wybory zrobić jak najszybciej, gdy sondaże są jeszcze "jakie takie". Wtedy na prawdę zastanawiałbym się czy warto oddać głos na PO. Skoro sami nie wierzą w to co robią, to dlaczego mieliby wierzyć wyborcy?