wtorek, 15 kwietnia 2014

Ukraina, równia pochyła?

Sytuacja na Ukrainie szybko się pogarsza. Dwie rzeczy wiemy na pewno. Po pierwsze nowe władze nie mają kontroli ani nad terytorium kraju ani nad służbami. Po drugie wydaje się że sytuacja wewnętrzna Rosji jest bardziej skomplikowana niż się wydawało. Dlaczego?
Zacznę od Rosji. Polityka zagraniczna jest funkcją polityki wewnętrznej. Biorąc pod uwagę interesy Państwa Rosyjskiego sytuacja na na Ukrainie rozwiązana powinna zostać w następujący sposób. Krym dostaje niepodległość uznaną przez Kreml i funkcjonuje jak inne quazi niepodległe byty jak Abchazja czy Osetia. W takim układzie byłoby możliwe nawet uznanie w jakiejś formie nowego bytu przez władze ukraińskie. Kasus Kosowa idealnie sie wpisuje do tego przypadku, więc i kraje zachodnie słabo by protestowały i straty wizerunkowe byłyby nieznaczne. Co do wschodniej Ukrainy wystarczyłoby poczekać do zimy by weszły w życie reformy wprowadzane przez Kijów a wtedy autentyczny ludowy ruch oburzenia i protestu oderwałby wschodnie prowincje od Ukrainy. Ukraińcy nie sa gotowi na kilkukrotny (kilkunastokrotny?) wzrost cen bez wzrostu płac a nawet z ich spadkiem i wzrostem bezrobocia. Tam nie ma, szczególnie na wschodzie, tego entuzjazmu który byłw Polsce w 89, nie ma gotowości do ponoszenia wyrzeczeń, wiec bunt na wschodzie był by raczej nieunikniony. Dlaczego wiec Krym jest już częścią Rosji a na wschodzie szaleją rosyjscy separatyści? Dlaczego Rosji sie spieszy? Wygląda na to ze Putinowi konieczne są sukcesy na "już" i to spektakularne. Sukcesy które mogą odwrócić uwagę opinii publicznej od sytuacji wewnętrznej. Po za tym twarda odpowiedź zachodu daje możliwość budowania atmosfery strachu i jednoczenia społeczeństwa wobec zagrożenia wokół władzy. Nie krytykuje bynajmniej stanowiska zachodu, mocna a nawet mocniejsza odpowiedź jest konieczna. Gdyby jej nie było przestano by traktować zachód poważnie. Jedno wynika z drugiego. Dlatego po deklaracjach polityków ze "Rosje powstrzymano" i "sankcje odnoszą skutek" byłem w zasadzie pewny że Rosja zaostrzy sytuację żeby pokazać ze nikogo i niczego sie nie boi. To wzmacnia wewnętrznie pozycje Putina. Z tym że prowadzi do dalszego zaognienia sytuacji. Czy doprowadzi to do wojny? Trudno powiedzieć.
Tu dochodzimy do drugiego problemu. Braku kontroli władz w Kijowie nad resortami siłowymi. W sumie nie jestem zaskoczony. Berkut rozwiązano a dowódców aresztowano za to że wykonywali rozkazy legalnie wybranego prezydenta żeby strzelać do ludzi. Teraz nowe władze wydają rozkaz strzelania do ludzi, i zostaje pytanie kto i dlaczego miałby je wykonać? Kto zagwarantuje oficerowi że za miesiąc lub dwa nie wyląduje w wiezieniu za to ze wykonywał rozkazy? Siły bezpieczeństwa wydaja sie wybierać drogę "po środku". Jeśli da sie dogadać z separatystami żeby zrobili cos po dobroci, to to robią. Jeśli natomiast przychodzi rozkaz użycia siły, jest on w większości przypadków ignorowany. Pozostaje pytanie czy w wypadku interwencji rosyjskiej armia ukraińska stawi opór. Znaczna część jej kadry to Rosjanie. Kadry której pensje się spóźniają lub sie ich nie wypłaca, kadry której Rosjanie obiecują kilkukrotny wzrost pensji. A jeśli Ukraińcy nie będą chcieli sie bronic sami to kto ma to zrobić za nich? Wydaje się że opinia publiczna w Rosji jest gotowa na konflikt zbrojny i co ważniejsze jego konsekwencje przynajmniej w krótkim okresie czasu, więc Putin ma ten komfort ze nie musi sie cofać. Jak na razie raczej inwazji nie planuje. 40 tys. żołnierzy nad granicami to brzmi groźnie, ale realnie w jednostkach pierwszorzutowych będzie do 15 tys.  ludzi. Nie jest to porażająca siła. By myśleć o zajęciu i okupacji Doniecka Rosja musi wystawić znacznie większe siły. Gdy amerykanie doliczą się 200 tys żołnierzy nad ukraińską granicą to znaczy że Rosjanie są gotowi. Jeśli natomiast Donieck opanowałoby te 15 tys ludzi, należy zadać pytanie o przyszłość państwa ukraińskiego, skoro jego bytem nie są zainteresowani jego obywatele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz