Od wyborów minął już prawie miesiąc, nowy rząd już się ukonstytuował i rozpoczął szybkie "nocne zmiany". Do czego dąży PiS i jak, tym się zajmę się później, kiedy pojawi się więcej realnych działań a nie tylko deklaracji. W tym poście chciałbym zająć się tym, dlaczego doszło do zmiany i do tego tak dramatycznej. Dramatycznej szczególnie dla PO i SLD, bo wydaje się że nikt z nich specjalnie nie rozumie co się wydarzyło i przede wszystkim dlaczego. Oskarża się "niedojrzałe społeczeństwo" o "nieprzemyślane wybory", podczas gdy w zasadzie całość winy spoczywa po stronie własnie tych ugrupowań. Źle prowadzona polityka i źle prowadzona kampania wyborcza pogrążyła PO, oderwanie od rzeczywistości pogrążyło SLD.
Jeśli chodzi o PO to już dawno temu w pierwszym poście na tym blogu pisałem o samozadowoleniu tego ugrupowania i pewnej zamierzonej bylejakości władzy, ponieważ uwierzyli że niezależnie od tego co zrobią i tak utrzymają się przy władzy strasząc PiSem. Wydawało się ze faktycznie im się to uda. Sam przewidywałem że zmiana z która mamy do czynienia przyjdzie dopiero za 4 lata. Jednak elementem ktorego sie nie dało przewidzieć był Kukiz. On stał sie katalizatorem niezadowolenia. To że sie pojawił uaktywniło tez Petru i pojawiła się alternatywa dla PO. Po raz pierwszy od 8 lat popieranie Platformy zaczęło się stawać passe a bycie antysystemowcem "trendy". Co ciekawe głosowanie na PiS przestało być obciachem. W tej nowej rzeczywistości PO nie potrafi się odnaleźć. Najpierw PO udało się zniszczyć własnego prezydenta i z poparcia blisko 80% po kilku miesiącach przegrywa z "człowiekiem znikąd" PiS. Tu ewidentną winę ponosi nieumiejętnie prowadzona kampania - nie do pomyślenia w partii która zawsze dotąd miała świetne wsparcie PR.Kampania prezydencka była kompletną amatorszczyzną i skończyła się jak się musiała skończyć. Ta kampania jest o tyle interesująca, bo rzadko kiedy współcześnie zdarza się aby na sam wynik aż taki wpływ miała tylko kampania. Zazwyczaj wyborcy mają swoje ustalone preferencje na które można tylko do pewnego stopnia wpływać. Tutaj podczas kampanii udało się zniechęcić własnych wyborców - naprawdę rzecz trudna do osiągnięcia.
W znacznej części winę za klęskę ponosi osoba która była architektem późniejszej klęski w wyborach parlamentarnych: Michał Kamiński. Dlaczego tak uważam? Jest dobrym PRowcem ale niestety hołduje dość specyficznemu typowi prowadzenia kampanii, który jest szczególnie popularny w USA.W kampanii takiej chodzi aby przeciwnika zniszczyć, maksymalnie mu dołożyć, skopać, zohydzić. Szuka się haków, wyciąga się brudy, insynuuje i rzuca najcięższe oskarżenia na przeciwników. Tak, to działa, wyborcy uwielbiają brudne kampanie wyborcze, ale jest jedno duże ale - nie lubią głosować na osoby które wykorzystują takie metody. W USA jest to mniej widoczne, bo tego typu metody się przyjęły już dawno, ale i tak główni kandydaci starają się aby najcięższe ataki na przeciwników nie wychodziły od ich sztabów ale "z boku" - od zaprzyjaźnionych środowisk bądź od kontrkandydata z tego samego obozu który nie ma już szans na wybór. W Europie wyborcy sa bardziej wyczuleni na tego typu ataki i tu jeszcze bardziej się uważa żeby "błoto" nie nadlatywało od kandydata. Straty mogą być większe od zysków. I kampanie PO były podręcznikowym tego przykładem. I prezydent a później premier "ładowały" w PiS, strasząc Maciarewiczem, Kaczyńskim i IV RP. I okazywało się że z marnym skutkiem - tracąc nawet coraz więcej wyborców. Naprawdę zabawne jest porównanie kampanii PiS i PO z 2007 z obecnymi. Obrót o 180 stopni. Wtedy PO było koncyliacyjne, łaczące, budujące 'normalną Polskę" z równymi szansami dla wszystkich, a PiS wściekle atakował "układ". Obecnie to PiS był koncyliacyjny, łączył wszystkich, budował "uczciwą Polskę" z równymi szansami dla wszystkich a PO wściekle atakowała "pogrobowców IV RP. Prawda że zabawne? A autorem kampanii PiS w 2007 był Michał Kamiński. Stąd obecną kampanię trafnie podsumowuje mem:
Czy można było wygrać? Po ostatnich 4 latach zapewne nie. Zbyt duże było zniechęcenie wyborców do modelu rządów zaproponowanych przez PO. Jednak straty można było ograniczyć i próbować utrzymać się przy władzy tworząc szeroką koalicję. Taką szansą był program ekonomiczny PO, z likwidacją ZUS, który mógł trafić do ich kiedyś żelaznego elektoratu - przedsiębiorców. Niestety PO nie zrobiła dokładnie NIC aby tę szanse wykorzystać. Program pozostał szerzej nieznany, ponieważ pani Premier i inni działacze PO zbyt zajęci byli "ładowaniem" w PiS. To z kolei powodowało "rozjeżdżanie" sie kampanii PO - hasła ekonomiczne pojawiały się w materiałach i hasłach ale nie były podejmowane w narracji - politycy nie rozwijali tematu, strzelając sobie i partii w stopę. Podstawowy błąd w każdej kampanii to brak konsekwencji. Prezydentowi podczas kampanii co najmniej trzykrotnie zmieniano wizerunek. W trakcie swojej kampanii PO usiłowała budować dwa, przeciwstawne wizerunki - to nie mogło się udać. Jeśli zdecydowano się na "ładowanie" to powinni się tego trzymać. Hasła powinny mówić o nadciągającej "zagładzie" i konieczności "obrony demokracji", a przy okazji podkreślać zalety rządów PO zwłaszcza pod względem poszanowania praw człowieka i demokracji. Odpuścić sobie element ekonomiczny. On z kolei, mimo ze bardzo dobry, powodował powstanie pytania: Jeśli jest to taki dobry pomysł, to dlaczego PO go nie zrobiła przez 8 lat? W toku kampanii nie pojawiła się odpowiedź, więc znów sami osłabiali własna kampanię pozostawiając zdezorientowanych wyborców.Dlatego kampania musi być spójna. Nie da się jej prowadzić dwutorowo. Należy się skupić na jednym, wyrazistym przekazie, a tego PO zabrakło. Nie było żadnego przekazu, był chaos.
Kampania SLD była z kolei "dziwna". Z jednej strony Leszek Miller czuł się już niemal wicepremierem, często występując w mediach i niemal z tej pozycji komentując rzeczywistość, podczas gdy kampania szła sobie własnym torem. Początkowe zatargi z drugą zjednoczona lewica na pewno nie pomogły. Kampania była nijaka. Konia z rzędem temu kto pamięta jakiekolwiek hasło "Zlewu" (kolejny wysoce nieudany skrót pogrążający ugrupowanie). I tutaj pojawia się pan Zandberg z "Razem". Jest sympatyczny i jest "jakiś". Podobnie partia Razem okazuje się partią sympatycznych ideowców. Lewaków ale "wierzących w sprawę' i zaangażowanych. I oni zabierają SLD tych którym naprawdę zależy na najbiedniejszych i do których lewicowe hasła docierają. Tych których PZPRowska jeszcze twarz SLD zniechęca. Co prawda Razem nie weszło ale odebrało SLD wystarczającą ilość głosów by to ugrupowanie pogrążyć. I znów mieliśmy ugrupowanie które nie wie do kogo ma adresować swój przekaz i gubi się w rutynie. To jest już raczej koniec SLD. Pozostali mu jedynie wymierający wyborcy. Czy Razem wybuduje nową lewicę? Ma szansę, lewa strona jest aktualnie pusta.
