poniedziałek, 24 marca 2014

Polityczne szambo, transfery, czyli tak się robi poltykę

Najpierw media i politycy rozwodzili się nad transferem Kamińskiego do PO. Zastanawiano się dlaczego, nad poglądami Kamińskiego oraz Tuska, oraz zastanawiano się, mówiąc wprost, kto jest zdrajcą. Obecnie zarówno prasa jak i politycy zajmują sie Palikotem i jego wypowiedzią jak wykorzystać kwestię dzieci niepełnosprawnych. Ponownie dyskutuje się o moralności w polityce, potępiając w czambuł przywódce Twojego Ruchu. Czy słusznie?
Z punktu widzenia etyki i zasad moralnych, słusznie, jednak, wbrew pozorom nie o to chodzi w polityce. Chodzi o skuteczność i władzę. Jeszcze na studiach zadano mi pytanie czy polityk ma byc uczciwy czy skuteczny. Oczywiście większość nas, idealistycznych studentów wykrzyknęła że powinien być skuteczny i uczciwy. Niestety nie da się tak. Polityka to sztuka kompromisu, porozumienia. Żeby sie dogadać trzeba zrezygnować z części swoich postulatów, czyli pojawia się pierwszy zarzut że kłamało się w trakcie kampanii wyborczej. Potem w trakcie dalszej działalności, wobec konieczności działań z ludźmi i w określonej sytuacji, zmusza do rezygnacji z pewnych zasad i punktów programu. Jeśli polityk tego nie potrafi lub nie chce, nie może być skuteczny.
Dodatkowo, o czym juz wcześniej wspominałem, w polityce nie chodzi o dobro ogółu, społeczeństwa czy państwa. O tym nie mówi żadna z definicji polityki. Chodzi o interesy i władzę danego polityka i jego ugrupowania. O nic więcej. To do nas wyborców, należy wybór czy ta wizja nam odpowiada czy nie. Politycy myślą o sobie i własnych interesach i to jest normalne. My określamy czy ich interesy zbliżone sa do naszych i czy powinni, w naszym imieniu, sprawować władzę. Politycy za wszelką cenę usiłują utrzymać się na powierzchni i utrzymać zaintereswoanie wyborców. Dlatego tak częste w systemach wielopartyjnych transfery. Jeśli partia traci wyborców, politycy szukają kogoś kto by ich przygarnął i zagwarantował dalszy "byt polityczny". Jest to korzystne dla ugrupowań przyjmujących gdyż zawsze taki "nowy zawodnik" może przyciągnąć trochę wyborców, a po za tym tworzy wrażenie że partia przyjmująca jest otwarta na wszystkie środowiska. Tylko postacie mocno kontrowersyjne mogą być niebezpieczne i nie wszyscy muszą się zdecydować na przyjecie takiego uciekiniera. 
Realnie w Polsce niemal każdy polityk zaliczył po kilka ugrupowań. Do rozpadu SLD to politycy lewicowi byli najbardziej "stabilni", to się zmieniło i także lewa strona ostro się podzieliła i także tam zaczęły się energiczne transfery. Jednak jeśli Rokita w trakcie swojej kariery zaliczył 6 ugrupowań tak Leszek Miller 5 (bez PZPR za to dwa razy SLD). Nawet Jarosław Kaczyński zdążył zaliczyć 4 ugrupowania. W Polsce system partyjny jest nadal dość rozchwiany. Obecny układ, mimo że wydaje sie być trwały, wcale taki być nie musi. Dlatego wcale nie jest pewne czy nasi główni gracze na arenie politycznej nie zalicza jeszcze jakiegoś ugrupowania. To my, swoimi głosami, utrzymujemy ich przy politycznym życiu.
Odnośnie Palikota, to niestety tak to naprawdę wygląda. KAŻDE ugrupowanie polityczne, stara się wykorzystać KAŻDE wydarzenie na swoją korzyść. Stad Kaczyński na Majdanie, stad prawdziwy festiwal polityków którzy obecnie fotografują się z protestującymi rodzicami w sejmie. Wszystko co pomoże naszej sprawie a pogrąży przeciwników jest dobre. WSZYSTKO. Jest kilka  systemów politycznych w którym wszystkie ugrupowania współpracują, jednak nie są to systemy demokratyczne lub quazi demokratyczne. Jak napisał klasyk "W totalitaryzmie wszyscy ciągną razem. W demokracji każdy ciągnie do siebie". Wyborca musi brać poprawkę na to co się dzieje i na próby manipulacji. Nic nie zastąpi trzeźwego osądu. Jak najbardziej postrzegać politykę racjonalnie a nie emocjonalnie. Podstawą polityki są emocje i tylko poprzez nie politycy mogą manipulować wyborcami, dlatego zawsze starają się do tego sprowadzić dyskusje. Zresztą emocje najlepiej się sprzedaj wiec także i mediom taki układ pasuje. Żeby z tego wybrnąć wyborca musi zrobić to czego najbardziej nie lubi - myśleć.


niedziela, 2 marca 2014

Wolna Ukraina? Ale co dalej?

Niedawno wszyscy świętowali zwycięstwo Majdanu i "demokratyzację" Ukrainy. Niestety zapomniano ze Majdan nie reprezentuje całości społeczeństwa ukraińskiego i jest jeszcze jeden, bardzo niezadowolony gracz - Rosja.
Skutkiem jest bardzo skomplikowana sytuacja. Licytacja kto pierwszy naruszył porozumienie z 21 lutego nie ma sensu. faktem jest że prezydent nie podpisał przywróconej konstytucji z 2004 do czego się zobowiązał, Majdan nie tylko się nie rozszedł ale zajął budynki państwowe, co też było naruszeniem umowy. Liczą się fakty. Według obowiązującego wciąż prawa prezydentem Ukrainy jest Jaukowycz i ustawy oraz dekrety wydawane przez nowe władze mogą być kwestionowane. Krym jak i inne obwody nie muszą się władzy w Kijowie podporządkować. Krym ma tym większe pole manewru ze względu na swoja autonomie, co wykorzystuje. Podejrzewam że zarówno Janukowycz jak i Rosja liczyły na jakiś większy opór okręgów wschodnich, jednak przy ich bierności sprawy w swoje ręce musi wziąć Rosja. Dlaczego Putin musi coś zrobić? Aby samemu nie stracić twarzy i władzy.
Polityka zagraniczna jest funkcja polityki wewnętrznej. Putin przez lata budował pozycje silnego człowieka w Rosji. Zbawcy i Odnowiciela Imperialnej Rosji. Człowieka który nie boi się niczego i działa dla dobra państwa. Sprawa Gruzji i zwycięska wojna na pewno go wzmocniła. Igrzyska w Soczi zaplanowane jako wielka pokazówka raczej nie spełniły nadziei w nich pokladanych. Oczywiście impreza była piękna, pokazała piękną twarz Rosji i Rosjan, wzmocniła pozycje międzynarodową Putina, ale wg. mnie była klęską wewnętrzną. Cena tych igrzysk była zbyt duża i przekręty których Putin nie kontrolował, a nawet jak chcą niektórzy, przymykał na nie oko, były dla zwykłych Rosjan przeogromne. Władza pokazała ze jest skorumpowana i bezradna. Miliardy które poszły na Soczi nie poszły do innych okręgów. Od lat 90. okręgi dalekowschodnie czuja się poszkodowane. One są źródłem bogactwa Rosji, a zarazem są najbardziej niedoinwestowane. Głosy o potencjalnej secesji, które słychać było za Jelcyna, zniknęły za Putina, ale zaczęły powracać przed Soczi.  Ponadto, po latach prosperity, zaczyna się pogarszać sytuacja ekonomiczna Rosji. Jeszcze nie jest to odczuwalne dla zwykłych Rosjan, ale niebawem będzie. Dlatego to, co się dzieje na Ukrainie, jest tak ważne dla Putina. Mógłby grać na przeczekanie, a Ukrainę z czasem udusić gospodarczo, jednak straciłby twarz wśród Rosjan. Banda "banderowskich faszystów" w pewien sposób zakpiła z niego i Rosji. Dlatego Rosja w chwili obecnej musi zadziałać zdecydowanie i pokazać że po pierwsze będzie bronić obywateli zawsze i wszędzie. Po drugie, Putin musi pokazać że jest silnym człowiekiem i nie boi się ani "banderowców", ani UE, ani USA. Dlatego Rosja się nie cofnie. Putin się nie cofnie. Od tego może zależeć jego przyszłość polityczna. Jak daleko może się posunąć? Trudno powiedzieć. Na pewno raczej nie do otwartego konfliktu. Eskalowanie napięcia pozwala na podtrzymywanie wizerunku Putina, dodatkowo jest poważnym obciążeniem dla Ukrainy. Postawienie armii w stan gotowości kosztuje. Cena powołania rezerwistów dla gospodarki jest ogromna. Po za tym same koszty paliwa dla wojska, które wyjdzie na pozycje obronne będą niebagatelne. A mówimy o kraju który już w zasadzie jest bankrutem. Oczywiście Ukraina ma rezerwy strategiczne ale są one niewielkie. Skąd uzyskać więcej paliw skoro jedynym źródłem jest Rosja?  Każdy dzień podtrzymywania napięcia zbliża Ukrainę do katastrofy ekonomicznej.
Dodatkowo Rosja ma jeszcze jedną kartę która może zagrać. Janukowycza. Jeśli nadal oficjalnie sprawujący władze prezydent poprosi Rosję o pomoc oraz o zapewnienie bezpieczeństwa na terytorium Ukrainy, a także wezwie siły zbrojne do nie stawiania oporu, co wtedy? Zwycięstwo Majdanu i ucieczka Janukowycza mówi nam jedno: Prezydent Ukrainy stracił kontrole nad strukturami siłowymi. Wojsko jak i większość sił bezpieczeństwa wybrały opcje neutralną, jednak nie poparto wprost Majdanu. Jak zachowa się teraz armia ukraińska, w której tez zapewne jest wielu Rosjan? Co zrobi społeczność międzynarodowa? Janukowycz jest nadal legalnym prezydentem Ukrainy. Dla Europy i USA to nieistotne, ale dla Chin juz nie. Zresztą Chińczycy zawsze nieufnie odnosili sie do rewolt oddolnych (których sami nie inicjowali), wychodząc z założenia ze to może być zaraźliwe. Ponadto, gdyby doszło do najgorszego, otwartego konfliktu, czy naprawę społeczeństwa zachodnie zgodziły by się wysłać swoich żołnierzy w obronie Ukrainy?
Tak na marginesie, pamiętajmy o czym mówią rosjanie: Janukowycz był złodziejem, ale majątki Jaceniuka i Tymoszenko są większe lub porównywalne. To Tymoszenko stworzyła obecny system polityczny Ukrainy. Janukowycz i jego ludzie, wraz z tym chorym systemem nie wzięli się znikąd.
Co do samego Krymu, nie uważam zeby Rosja i Putin dązyli do aneksji. Ich w pełni zadowoli wariant ogłoszenia niepodległości przez Krym. Będzie to "odwdzięczenie" się zachodowi za Kosowo. Oczywiście będzie to niepodległości mniej lub bardziej wirtualna bo Krym nie jest zdolny do samodzielnego funkcjonowania, więc zapewne przejdzie na utrzymanie Rosji. Jeśli Rosjanie będą forsowali aneksje, będzie to oznaczało dość radykalną zmianę ich polityki zagranicznej, tzn rezygnacje z fasad i pozorów, i na jakimś etapie konflikt zbrojny może okazać się nieunikniony. Niekoniecznie na Ukrainie, ale w innych częściach byłego ZSRR czy tez Rosji.